Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

myślę

Likes

Przekraczać dziecięce granice!

kuba_2

Ile dzieciaków schowa się za mamą, widząc naszego Kubę? Ile się go przestraszy? I dlaczego ulubioną zabawą moich dziewczynek jest zjeżdżanie z jego kolan, jak ze zjeżdżalni, aż na podnóżek wózka inwalidzkiego?

Kuba to mój starszy brat. Urodził się w latach 80-tych w Polsce. A przez to, że lekarze przetrzymali go za długo w brzuchu naszej mamy, urodził się z mózgowym porażeniem dziecięcym. Ma niesprawne ręce i nogi, mówi niewyraźnie i potrzebuje pomocy we wszystkich fizycznych aspektach życia. No i jest najukochańszym bratem na tej planecie. I na pewno, najukochańszym wujkiem dla moich dziewczynek.

Już od 30 lat jestem świadkiem tego typu sytuacji: Kuba na swoim wózku jedzie przez miasto, a małe dzieci uciekają, chowają się za mamami, pokazują go palcem, śmieją się. Jako mała dziewczynka bardzo z tym walczyłam (nawet raz mi się zdarzyło kogoś pobić za takie śmiechy). Jako większa dziewczynka – starałam się z ludźmi (i dziećmi) rozmawiać. Wiem, że to nie jest łatwa i oczywista sytuacja: takie pierwsze spotkanie z osobą niepełnosprawną. Tzn. wiem teoretycznie, bo odkąd pamiętam nasz dom był pełen przyjaciół Kuby, a w dzieciństwie spędzałam dużo czasu pomiędzy wózkami w Kuby przedszkolu, szkole czy na zawodach tanecznych (tak tak, Kuba był tancerzem na wózku, tak tak, zdobył kiedyś nawet 3 miejsce w Europie!). No ale co zrobić, żeby takie spotkania były łatwiejsze?

Tak naprawdę nigdy nie musiałam rozmawiać z dziewczynkami o Kubie. Dla nich to było jasne: niektórzy ludzie mówią po polsku, niektórzy mówią po niemiecku, niektórzy mają ciemniejszą skórę, a niektórzy nie mogą chodzić. Ale był moment, w którym zobaczyłam, jak dawanie dobrego przykładu może zmieniać świat. To był taki poranek, kiedy Hania przed śniadaniem zapytała, czy dziś ona może nakarmić Kubę. Ja nigdy nie prosiłam dziewczynek, żeby w czymś Kubie pomogły. Nigdy nie zmuszałam ich, żeby go przytuliły czy dały buziaka. I wiecie co było pierwszą rzeczą, którą zrobiła Mila, jak już była w stanie w swoich małych rączkach utrzymać szklankę z wodą? Podeszła do Kuby i zapytała: – Kuba, pić?

Ulubioną zabawą moich dziewczynek, podczas pobytów w Warszawie, jest zjeżdżanie z Kuby kolan, aż na podnóżek. Wspinają się po jego nogach, a potem mają frajdę ze spadania w dół. Chyba nie muszę Wam mówić, jak bardzo cieszą wujka takie zabawy.

kuba_1

Nawet jeśli Kuba mówi niewyraźnie, można go zrozumieć. To znaczy może go zrozumieć ten, kto chce go zrozumieć. Dziewczynki chcą. Nigdy nie zignorowałyby jego prośby o pomoc. Nawet kiedy jeszcze nie mówiły, a słyszały, że on o coś prosił – przychodziły do mnie, do drugiego pokoju, brały za rękę i prowadziły do Kuby. Chcą pomagać mu w ubieraniu się, w dmuchaniu nosa, w jedzeniu, piciu czy kierowaniu wózkiem. Tak po prostu.

kuba_3

Ostatnim razem, kiedy byłyśmy w Warszawie, zorganizowałam dla Kuby małą imprezę. Pretekstem było to, że wreszcie, po wielu latach, doczekaliśmy się wybudowania podjazdu, dzięki któremu nie trzeba Kuby z wózkiem wciągać po schodach i wszyscy przyjaciele, nawet na ciężkich wózkach elektrycznych, mogą go odwiedzić. Wszyscy goście byli podekscytowani. A wiecie, co najbardziej ekscytowało Hanię? Jeden z Kuby przyjaciół: Łukasz. Łukasz do komunikacji z innymi, posługuje się tablicą z alfabetem. Hania zna już niektóre literki, umie już troszeczkę czytać, więc była wniebowzięta, kiedy Łukasz pokazywał jej nosem literki, a ona próbowała czytać. – Mummy, co za mądry chłopak z tego Łukasza! – mówiła mi potem.

A parę dni temu w Berlinie, spotkałyśmy dziewczynę na wózku. Na oko 20-letnią, spacerowała z babcią po parku. Moje dziewczynki do niej podbiegły, powiedziały „cześć”, pytały o imię. Potem wzięły ją za ręce i próbowały ciągnąć pomiędzy sobą. – Wie pani, że jeszcze nigdy żadne dziecko się z nią nie bawiło? – powiedziała mi ta babcia. Dziewczyna miała łzy w oczach i nie powiedziała nic.

kuba

 

Drodzy czytelnicy. Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby się pochwalić tym, jakie mam super dzieci (choć są superowe!). Chciałam Wam tylko powiedzieć, że bardzo wierzę w to, że spotkania z „innością” są bardzo, bardzo potrzebne naszym dzieciom. Idźcie razem z nimi na jakieś zawody sportowe dla dzieci niepełnosprawnych, odwiedźcie inny kościół niż ten, który znają, pooglądajcie ulubione kreskówki w innym języku. Im szybciej – tym lepiej. Bo na początku wszystko przychodzi jakoś tak naturalnie. A potem…

IMG_9121

This post is also in English: Cross the kids’ borders.

This post is also available in: angielski


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

13 Comments

  • Posted Październik 30, 2013 at 12:21 | Permalink

    Fajną mają mamę te Twoje dziewczyny (tatę i wujka też) :-) Piękny, ważny post.

    Reply
  • Luszka
    Posted Październik 31, 2013 at 07:19 | Permalink

    Bardzo się wzruszyłam czytając ten artykuł.Ja również uważam i zawsze uważałam, że dziecięce spotkania z innością sprawiają, że ludzie wyrastają na bardziej tolerancyjnych, ich serca są otwarte na inność, tą inność postrzegają wyłącznie pozytywnie… Niestety, żyjemy w kraju, w którym wciąż tylko pięknie się mówi o tolerancji, w praktyce rzecz ma się zupełnie inaczej. Sama spotykam się z ludźmi, którzy zawodowo pracują z niepełnosprawnymi a w życiu prywatnym wręcz gnębią niepełnosprawnych, okradają ich, okłamują, wykorzystują ich zaufanie… Z tego powodu mam bardzo złe zdanie o Polakach, bo tylko w Polsce doświadczyłam i wciąż doświadczam takiej ludzkiej podłości… Oczywiście generalizuję, bo wielu jest naprawdę fajnych ludzi, lecz szkoda, że nikną w tłumie tych pseudotolerancyjnych…

    Reply
  • Anka
    Posted Październik 31, 2013 at 08:57 | Permalink

    A ja powiem, jak to wygląda z mojej perspektywy, nauczyciela w szkole integracyjnej. Na początku istnienia takich klas rodzice chętnie posyłali dzieci do zespołów integracyjnych, była swoista moda na integrację. Tyle tylko, że wielu rodziców zepchnęło rolę uczenia życia z osobami niepełnosprawnymi na szkołę. To nauczyciele mieli oswajać z chorobami i niesprawnościami. Rodzice uważali, że ich działanie zakończyło się na momencie zapisania dziecka do takiej klasy. Na początku dzieci traktowały niepełnosprawnych jako kogoś ciekawego. Interesowało ich wszystko: jak śpią, jak się myją… Przy pomocy wychowawców uczyli się wspólnych zabaw, zajęć, współpracy, karmienia. Z czasem przyzwyczajali się. Po jakimś czasie jednak… znudziło im się pomaganie. Bo wymagało pracy, pozostania z niepełnosprawnym zamiast biegać po całej szkole i wszystkich schodach.
    Dziś do klas integracyjnych przychodzi coraz mniej zdrowych dzieci. Wysyłani są tam ci uczniowie, którzy mają różne dysfunkcje w sferze dydaktycznej i społecznej. I trudno tam szukać dzieci zdrowych, zdolnych, wrażliwych. Na szkolnych korytarzach niepełnosprawnych w najlepszym wypadku omija się. A bywa, że są wyśmiewani, prowokowani do złości, smutku, płaczu – stają się ofiarami wyrafinowanej, psychicznej przemocy. Reakcje nauczycieli, rozmowy, godziny wychowawcze, spotkania z pedagogiem, psychologiem niewiele dają. Z wielu moich rozmów wynika, że zdrowe dzieci wiedzą doskonale, jak się należy zachować. Mają sporą wiedzę na temat skutków wyrządzania przykrości. Niestety, nie mają woli, aby tę wiedzę stosować. Ta zła wola wynika z domu, bo częste moje rozmowy z rodzicami dzieci stosujących przemoc właśnie na to wskazują. Słyszę od rodziców: „Czego pani chce? To tylko dzieciak. Wiadomo, że inni go śmieszą. A po co ten na wózku tu do szkoły chodzi? Rodzice sami narażają go na wyśmiewanie”. I wtedy ręce opadają.
    W gimnazjum iść do klasy integracyjnej to wstyd. Skoro ktoś chodzi do takiej klasy, to znaczy, że jest z nim coś nie w porządku. A wielu nauczycieli, mając różne trudności w pracy z klasami integracyjnymi, pracuje na jednym, niskim poziomie. Zakłada bowiem, że ci niepełnosprawni i tak sobie nie poradzą z niczym ponad podstawę. Tak więc iść do klasy integracyjnej znaczy być słabszym.
    Przeraża mnie to i napawa smutkiem. I mogę walczyć. Walczę każdego dnia. I codziennie przekonuję się, że jestem Don Kichotem.
    Idę teraz do swojej La Manchy. Idę do swoich wiatraków.

    Reply
    • Joanna
      Posted Listopad 7, 2013 at 14:19 | Permalink

      Smutna ta Twoja szkoła. A skąd w niej schody???!!! Ja tez uczę w szkole integracyjnej i nie spotkałam się z takim podejściem ani uczniów ani rodziców. Nie ma u nas ani jednego schodka. Uczyć się w klasie integracyjnej to zaszczyt, bo idą do niej tylko uczniowie najlepsi, zdolni, tacy, którzy nie wykazują deficytów, potrafią pomóc, są aktywni, bo skoro w klasie są niepełnosprawni, to nauczyciel wspomagający na nich skupia swoją uwagę. Są metody, aby niepełnosprawnych włączyć w aktywne życie klasy i szkoły, tylko trzeba chcieć, działać, poszukiwać. Nie wymagajmy też od wszystkich uczniów jakiegoś wielkiego zaangażowania. Nie każdy potrafi/chce być przy osobie niepełnosprawnej. Ja zawsze powtarzam moim uczniom, że osoby niepełnosprawne żyją wśród nas na co dzień, to naturalne. Mówię im, że każdy może stać się osobą niepełnosprawną, że niepełnosprawni mają tak samo jak my wrażliwe serca, mają swoje marzenia, plany, zainteresowania. Własną postawą trzeba im pokazywać, że każdemu bez względu na jego sprawność należy się szacunek.

      Reply
  • Posted Październik 31, 2013 at 10:20 | Permalink

    Piękny artykuł.
    Mam niepełnosprawnego tatę, który prawie 4 lata temu wygrał walkę o życie. Dziadek moich dzieciaków ma poparzone 40% ciała (na skutek wybuchu butli gazowej w zakładzie pracy), w tym twarz i kończyny górne. Moje najstarsze dziecię – Lila, niedługo skończy 3 lata (jest w wieku zadawania pytań). Dla niej wygląd dziadka jest najzupełniej nieodbiegającym od naszego. Nigdy nie zapytała o jego wygląd. Wie, że dziadek musi smarować blizny i często mu w tym pomaga. Taki właśnie jest jej dziadek, Kocha go bardzo mocno. Nigdy nie zapytała o jego wygląd.
    Zgadzam się z wszystkim co napisałaś, trzeba dzieciom jak najszybciej pokazać, że „inni” są tacy sami jak my!
    Pozdrawiam i podziwiam
    MgM

    Reply
  • Posted Październik 31, 2013 at 11:37 | Permalink

    Aniu, dzięki za ten wpis, fajnie, że już to jest na piśmie i można linkować :-) Pozdrowienia dla wujka Kuby!

    Reply
  • Sylwia
    Posted Październik 31, 2013 at 20:49 | Permalink

    Hej:) Ja mam dwie córeczki (1,5 roku i 3 latka). Ostatnio jak byłyśmy ze starszą w sklepie to zauważyła przy kasie przezroczyste, szklane pudełko ze zdj niepełnosprawnej dziewczynki i zapytała mnie kto to jest. Ja oczywiście, choć jestem młodą matka nie zignorowałam jej pytania, tylko odpowiedziałam, że ta dziewczynka jest bardzo chora i potrzebuje dużo pieniążków na swoje leczenie, a ona od razu zapytała mnie czy mogę dać jej jakiś pieniążek, który jej podaruje żeby szybko wyzdrowiała. Nikola jest dopiero 3 letnim dzieckiem, ale po udanej próbie wytłumaczenia jej po co ta skarbonka tam stoi, za każdym razem jak wchodzimy do sklepu i zobaczy takie dziecko to chce się z nim podzielić swoimi pieniążkami. Także zgadzam się jak najbardziej, by dzieciom pokazywać tą inność, ale przy tym trzeba tłumaczyć, że niewolno kpić czy też ranić takich osób, bo są bezbronne. W prawdzie wcześniej mi to do głowy nie wpadło, ale wybiorę się z dzieciaczkami do naszej szkoły z dziećmi niepełnosprawnym, by mogły za wczas zrozumieć ich cierpienie i ból, gdy inny wyszydzają ich czy wyśmiewają.
    Pozdrawiam :)

    Reply
  • Iv
    Posted Listopad 7, 2013 at 14:14 | Permalink

    Sama jestem mama dwojki dzieci 4 i 10 lat. Dd lat moja mama pracowala z niepelnosprawnymi fizycznie, mamy znajomych, ktorzy maja dzieci z Zespolem Downa, ja czesto pracuje przy wydarzeniach dla niepelnosprawnych intelektualnie, a teraz jeszcze od paru lat moj dziadek porusza sie na wozku, a twarz ma po paru operacjach i tez nie jest „piekny”. Moze dzieki temu jak ja zostalam wychowana (pewno przede wszystkim) oraz dzieki temu co robie w zyciu i z kim mam do czynienia moje dzieci tez patrza na ludzi niepelnosprawnych normalnie, nie gapia sie, nie dopytuja, traktuja tak jak wszystkich innych ludzi – bo na to wlasnie zasluguja.
    Ale widze tez inne dzieci, a przede wszystkim doroslych – to oni ksztaltuja tolerancje w naszym spoleczenstwie – a tu jeszcze jest niestety duzo do zrobienia.

    Reply
  • Posted Listopad 11, 2013 at 17:01 | Permalink

    Przepiękny wpis, bardzo sie wzruszyłam :)

    Reply
  • Posted Luty 18, 2014 at 19:41 | Permalink

    Twój Kuba, bardzo przypomina mi mojego Kubę. On również urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. I jako starsza siostra reagowałam bardzo podobnie na wszelkie zaczepki, wyzwiska, obelgi. Wiem jedno…masz stu procentową rację co do ,,spotkań z innością”. Popieram całym serduchem! I pozdrawiam całą Waszą rodzinkę!

    Reply
  • Posted Maj 7, 2015 at 09:16 | Permalink

    Bo innosc jest piekna, po prostu!

    Reply
  • Posted Maj 7, 2015 at 17:44 | Permalink

    CUDOWNY WPIS!!! Poryczałam się! Mimo, że znam część Waszej Rodzinki, Kubę też i zawsze jestem pod wrażeniem jaki to super gościu i odważny życiowo. Pewnie dzięki Mamie- o której nie piszesz, ale chyba jasne jest że Mama jest mistrzynią świata w pokonywaniu wyzwań. Przykro mi tylko że ja nie umiem zrozumieć wszystkiego, co mówi Kuba. No, poryczałam się, bo mieć taką Rodzinę to dar. Twoje córy mają tak bogate w empatię środowisko życiowe jak rzadko które. I jeszcze jedno: PRZEPIĘKNE ZDJĘCIA- Kuba jest TAKI RADOSNY i bardzo fotogeniczny :-)

    Reply
  • Paula
    Posted Czerwiec 8, 2015 at 21:37 | Permalink

    Chciałabym, żeby moje Dziewczynki poznały Twoje córeczki..
    Choć jako matka chciałabym wychować je na mądre i empatyczne osoby, to wiem, że w pośpiechu codziennego dnia często zapominamy, choćby przytulić je na dobranoc, a co dopiero porozmawiać o inności ludzkiej.
    Za szybko i intensywnie ten czas mija.. :(

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *