Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina



Likes

Subiektywne ciekawostki

nur2

Ma być mniej obiektywnie, bardziej prywatnie i niedziennikarsko? O Niemkach, które rzadziej golą nogi niż Polki i niemieckich chłopakach, którzy jakoś tak mniej muszą pokazywać co to oni nie są, niż Polacy? No to zróbmy jeden taki wpis, a co!

Dzięki wycieczce po Niemczech, w której niedawno wzięłam udział, miałam okazję znów skonfrontować swoją *polskość*, czy jakkolwiek możnaby to nazwać. Mieszkam w Berlinie już ponad 4 lata (z niemałymi przerwami na nasze mniejsze i większe podróże, oraz pomieszkiwanie w Polsce) i do tej pory jeździłam po tym kraju albo z moim Niemcem Tomem, albo z naszymi pół-niemieckimi dziećmi, albo ze znajomymi, którzy też tu mieszkają. A tu nagle taka 9-dniowa wycieczka w polskim składzie. Tryb „obserwacyjny”, nastawiony na różnice, a nie podobieństwa (na pozytywnych podobieństwach i kreatywnych różnicach staramy się skupiać w codziennym życiu rodzinnym, żeby się nie pozabijać otwierając i zamykając okno na przykład:).

Oto i kilka megasubiektywnych, bardzo prywatnych spostrzeżeń.

Komunikacja

No więc tak: czasem blisko, a czasem bardzo daleko jest ten Berlin od Warszawy. Bardzo często przejeżdżamy Odrę i za każdym razem parę rzeczy rzuca się w oczy. Polacy dużo więcej mówią do siebie wzajemnie: w pociągu, na ulicach, w barach. W Niemczech można przysiąść się do kogoś do stolika w restauracji i nie zamienić z nim ani słowa.

Polacy zaczepią cię na schodach, w autobusie, nie tylko pytając o godzinę, ale o cokolwiek, co im przyjdzie na głowy. A jak idziesz z dziećmi to już na bank! I nie mówię tu tylko o fajnych, miłych rozmowach. Polacy wiedzą jak dzieci powinny być ubrane, gdzie powinny siadać, a gdzie nie i nie zawahają się tym z tobą podzielić. Po tych latach w Berlinie chyba wciąż najbardziej szokującą rozmową, jaką miałam w warszawskim autobusie były pytania o chrzest dziewczynek. Kiedy był, dlaczego go nie było i kiedy, na Boga!, się odbędzie. „Takie ładne dzieci, taka ładna mamusia”, a tu taka niespodzianka no.

Związki

Związki w Niemczech. Duuuużo bardziej partnerskie. W każdym sensie tego słowa. Mam koleżanki Niemki, które obrażają się, jeśli przepuści się je w drzwiach. Albo takie, które ostentacyjnie będą pokazywać nieogolone nogi i pachy, żeby zaznaczyć, że one nie tracą czasu na głupoty. Za to panowie, wszyscy, co do jednego, zmieniają dzieciakom pieluszki, śpiewają kołysanki i nie wstydzą się płakać na filmach. Ale też, kiedy zapcha się kibelek, nie będą udowadniać kto jest w domu facetem – przepycha ten, kto zapchał.

Ciekawe to bardzo, tym bardziej dla mnie, żyjącej w polsko-niemieckim związku. I wiecie co? Znam kilkanaście polsko-niemieckich par i tylko jedna z nich to dziewczyna Niemka i facet Polak. Macie pomysł, czemu tak jest?

Usługi

Spójrzcie na to pole tulipanów. Samoobsługa: podjeżdżasz, bierzesz ładny, dobry nożyk, który do tego właśnie jest, ucinasz sobie tulipany, które ci się podobają i wrzucasz za to pieniądze do kasy. Mogą to być kwiatki, owoce albo warzywa. Fajne? Fajne! Proste? Ma sens? Ma! A czemu tak trudno to sobie wyobrazić przy polskich drogach…?

 

tuli

Pomysły

A taką półkę pełną książek w nocnym autobusie w Hamburgu – umiem sobie wyobrazić i w Łodzi i w Szczecinie. Po prostu dobry pomysł (choć słabe zdjęcie – no tak to jest o 5 rano no…), no to się dzielę.

 

schwa_14

A graffiti? Absolutnie ogromna, ważna część berlińskiej kultury. Polecam świetny filmik na ten temat. Ale tutaj wchodzimy o krok wyżej: knit graffiti. Robienie na drutach czy szydełkowanie w przestrzeni publicznej ani nie narodziło się w Niemczech, ani nie jest jakoś niezwykle popularne, ale właśnie pierwsze egzemplarze na żywo spotkałam w moim Berlinie. Świetna, bardzo pozytywna inicjatywa.

 

knit

Zwierzęta

Głównie psy, dla Niemców, bardzo ważne. O psy można się potknąć w prawie każdej kawiarni, a takie obrazki – jak na zdjęciu – spotkać można nie tylko w barze, kinie ale też po prostu na ulicy. Sweet, nie?

 

piers

Kawa

Zazwyczaj (no zabijcie mnie, ale tak jest) lepsza jest w niemieckich kawiarniach niż w polskich. Ale nie o tym chciałam. Wiecie jak kończy się większość przypadkowych spotkań z jako-tako-znajomymi na ulicach? „No to spotkajmy się na kawę”. A znaczy to w ogromnej większości przypadków tyle co: paaaaaaaa. Ci, najczęściej, szczerzy do bólu, bezpośredni, prawdziwi i otwarci Niemcy, lubią sobie wciskać taki kit.

Nie lubię tego. Po co to komu? I nigdy nie wiem, czy ktoś naprawdę chce się spotkać, czy tylko tak sobie powiedział. I rozmawiałam o tym już z niejedną osobą i nie umieli mi tego wytłumaczyć. – Bo głupio tak komuś powiedzieć, że wcale nie mam ochoty się z nim spotkać? – Bo co, tak po prostu: cześć, muszę iść? – Bo kłamać, że jestem taaaaki zajęty przez kolejne tygodnie?

A więc przy poniedziałku, życzę Wam wielu spotkań na kawę, które jednak dojdą do skutku!

This post is also available in: angielski


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *