Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

Podróżnicze porady: z dzieckiem

Likes

Jak nocować w podróży?

Nasze ostatnie 6 lat to setki przebytych podróży, a w tym setki noclegów. Jak śpimy i dlaczego właśnie tak? Przeczytajcie! (a wpis powstał podczas couchsurfingu na Madagaskarze:)

W zależności od kraju, humoru, zawartości portfela i pogody – decydujemy zawsze pomiędzy jedną z tych 5 opcji: spaniem w namiocie, samochodzie, na couchsurfingu, w wynajętym mieszkaniu (poprzez portal HomeToGo.pl, który porównuje tysiące opcji) albo w hotelu.

Co jest fajnego w każdej z tych opcji? A co nas irytuje?

Spanie w namiocie

Spanie w namiocie
Jedna z naszych cudnych nocy w Szkocji.

PLUSY:

  • jesteśmy blisko natury! jest pięknie! budzimy się z widokiem, jaki sobie wybraliśmy!
  • jest tanio (a najczęściej bez żadnych kosztów)! możemy nocować we 4 (albo i w większej grupie) i nie wydać ani euraka
  • możemy dotrzeć do miejsc, w których nie ma ani kawałka przejezdnej drogi, ani kawałka hotelu (np. na bezludną wyspę:)
  • dzięki wewnętrznej moskitierze – mamy pewność ochrony przed komarami i innymi przeszkadzaczami
  • jesteśmy inaczej odbierani przez ludzi (zastanawiałam się, czy dorzucać tutaj ten punkt, ale to jest jednak fakt), a dzięki temu jesteśmy bliżej nich

MINUSY:

  • dzikie zwierzaki czy pijani ludzie mogą nas bez problemu odwiedzić, nawet jeśli nie mamy na to ochoty
  • potrzebujemy odpowiedniego terenu: w miarę równego, nie bardzo mokrego, nie bardzo suchego, nie bardzo wietrznego, bez roślin z kolcami
  • musimy nawet najlżejszy namiot (i materace, i śpiwory)… nosić, a do tego jeszcze kuchenka, garnki, jedzenie…
  • jesteśmy zależni od pogody (kilka burz podczas podróży to pikuś, ale jeśli – tak jak w zeszłym roku w Szkocji – leje przez 2 tygodnie to…)
  • nie możemy zostawić całego dobytku po prostu w namiocie: wiąże się to z noszeniem na plecach zawsze i wszędzie dokumentów, pieniędzy, sprzętu…
  • no i nie każdy lubi spać w namiocie: wychodzić w nocy na siusiu, nie mieć umywalki, nie móc się wyprostować

Spanie w aucie

Spanie w aucie
Wschód słońca gdzieś na Krymie.

PLUSY:

  • wciąż jesteśmy blisko natury i jest pięknie! (wybór miejsc mamy odrobinę bardziej ograniczony niż w przypadku namiotu, ale wciąż ogromny)
  • wciąż jest tanio (i najczęściej bezpłatnie)
  • wciąż (jeśli to dobrze zorganizujemy) komary i inne zwierzaki nam nie straszne
  • nie obchodzi nas podmokły grunt czy pole ostów, które nasz namiot by przebiły
  • czujemy się… bezpiecznie! (klik-klik, auto zamknięte, w każdej chwili możemy odjechać)
  • wciąż jesteśmy inaczej odbierani przez ludzi
  • nawet w czasie deszczu czy wiatru – jest ok*
  • cały „dom” masz ze sobą: zero pakowania, rozpakowywania, noszenia

MINUSY:

  • może być niewygodnie: ile można mieszkać w domu bez wody, ogrzewania i prądu..?
  • jeśli chcemy gotować: musimy mieć też kuchenkę, benzynę, garnki
  • bywają drogi, których nasze auto nie pokona (po potrzebny napęd na cztery koła, albo chcemy spać na wyspie)
  • potrzebujemy auta, w którym spać się da (tu nasze opowieści o spaniu w aucie)
  • musimy znaleźć równy grunt, żeby się po sobie w nocy nie turlać
  • auto to super opcja dla pary, albo pary z małym dzieckiem (nam się sprawdzało do momentu, w którym dziewczynki przestały się mieścić jedna pod drugą w linii prostej, teraz nam by było zdecydowanie za ciasno)

* Tu pewnie jeszcze wygodniejszą opcją byłby camper albo przyczepa kempingowa, ale my tej opcji nie bierzemy pod uwagę – nie chcemy się tak turystycznie w oczy rzucać, tak samo jak jachtem podróżować nie będziemy…

Spanie na Couchsurfingu

Spanie na couchsurfingu
Nasi ostatni gospodarze couchsurfingu: cudna rodzinka na Madagaskarze.

PLUSY:

  • bycie bardzo blisko (bo razem!) ludzi, wgląd w prawdziwe życie, zwyczaje i bałagan w kuchni uwielbiamy (kiedyś było o tym więcej tutaj)*
  • jest to nocleg bezpłatny
  • jest bardzo bezpiecznie (my, jak wiecie, ufamy ludziom, szczególnie jeśli mają na portalu kilkadziesiąt dobrych recenzji, napisanych przez poprzednich gości), możemy zostawić nasze bagaże, czuć się swobodnie
  • często takie nocowanie kończy się przyjaźnią!

MINUSY:

  • płacimy inną walutą: uśmiechem, rozmową, zaangażowaniem: a to czasem, szczególnie na przykład po długiej, męczącej podróży, nie jest łatwe
  • nie mamy prywatności: śpimy z nowopoznanymi ludźmi w pokoju, albo budzi nas buziakiem najmłodszy członek czyjejś rodziny
  • nigdy nie mamy pewności: czy w danym mieście (albo kraju) w ogóle ktoś korzysta z couchsurfingu, czy odpisze na naszą wiadomość, czy odpisze na czas, czy akurat będzie w te dni w domu, czy nie zmieni planów
  • jednak to nie jest forma podróżowania dla każdego: niewiele z naszych znajomych to lubi: wbijać się obcym ludziom do domu, korzystać z ich łóżka czy toalety

* Inną wersją couchsurfingu, z której chyba nawet częściej korzystamy, to bycie po prostu zaproszonym do czyjegoś domu! ale tego nie da się ani zaplanować, ani przewidzieć! i ile szczęścia daje!!

Spanie w apartamencie lub domku letniskowym

Spanie poprzez portal HomeToGo.pl
Świetna opcja: mieszkanko wynajęte przez HomeToGo.pl w Stambule.

(my sami zawsze korzystamy z HomeToGo.pl, stronki, która porównuje oferty z wielu portali i pomaga znaleźć apartament czy domek letniskowy w najtańszej cenie, zajrzyjcie!)

PLUSY:

  • sami wybieramy sobie dokładnie miejsce noclegu (punkt miasta, piętro, widok – każde mieszkanie ma pełen opis i zdjęcia)
  • mamy pełną prywatność i wolność: możemy sobie biegać nago, jeść śniadanie, o której tylko nam się podoba, a wieczorami na przykład pisać wpis na bloga, zamiast być zobowiązanym do rozmowy z kimś
  • jesteśmy wciąż wśród ludzi: w bloku w Stambule poznaliśmy sąsiadów, chodzimy lokalnymi uliczkami, widzimy prawdziwe życie
  • wydajemy zdecydowanie mniej niż wynajmując pokój w hotelu
  • nieważne, czy nocujemy w mieszkaniu we 2, we 4 czy w 6 – płacimy tyle samo
  • możemy skorzystać z kuchni: ugotować to, na co mamy ochotę, i zaoszczędzić nie jedząc na mieście
  • poprzez portal możemy sprawdzić tysiące dostępnych opcji

MINUSY:

  • nic nas nie „zmusza” do kontaktu ze światem na zewnątrz (dla niektórych to zaleta, dla nas, czasem wada)

 

Spanie w hotelu

Spanie w hotelu
Skaczemy po łóżkach w jakimś polskim (?) hotelu.

PLUSY:

  • wybieramy to, co nam pasuje, płacimy i wymagamy: jeśli kran się psuje – to zgłaszamy, prosimy o dodatkową poduszkę – dostajemy, itepe itede, układ jest jasny: kasa i usługa

MINUSY:

  • jest duża szansa, że spotkamy tylko i wyłącznie innych turystów (niektóre sprzątaczki czy kelnerzy mają nawet zakaz rozmów z gośćmi)*
  • wydajemy dużo (szczególnie podróżując całą rodziną, szczególnie podróżując, dajmy na to 4 miesiące)
  • czasem wydajemy jeszcze więcej, bo hotel nie ma opcji „bez śniadania”, albo, co gorsza, „bez wyżywienia” (na takim Madagaskarze na przykład to normalka)
  • w wielu hotelach na świecie nie czuć „duszy” miejsca: budzi się człowiek i nie wie, czy jest w Warszawie, Gwatemali czy na Pacyfiku

* Tu można dorzucić jeszcze opcje hosteli: tam nie dość, że spotkamy tylko i wyłącznie innych podróżujących, to najczęściej będą bardzo młodzi i będą pytać, w ilu krajach kto był:)

My korzystamy z każdej z 5 opcji! A Wy z czego najczęściej?


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

8 Comments

  • Posted Wrzesień 6, 2016 at 17:35 | Permalink

    My bysmy jeszcze dorzucili house sitting i wooffing! :)

    Reply
  • Posted Wrzesień 6, 2016 at 18:20 | Permalink

    Nigdy mi się jakoś bardzo couchsurfing nie udał. Zawsze mam poczucie, że komuś zawracam głowę i nie trafiam raczej na osoby w „moim typie”. Za to świetnie sprawdza się u mnie airbnb, bo jest jasny układ pieniądze-nocleg, więc nie trzeba na siłę gadać z gospodarzem (gdy się jest zmęczonym lub gdy się nie jest zainteresowanym). Ale jeśli się ma ochotę, to można :D Jakoś bardziej naturalnie wychodziły mi kontakty z gospodarzami z airbnb, niż z couchsurfingu. Mimo, że doceniam starania osób, które zaoferowały mi gościnę i jestem im wdzięczna, to jakoś najlepiej wspominam hostów, którym zapłaciłam. Wszelkie zalety związane z poradami od „lokalsów”, wspólne posiłki, ciekawe rozmowy – zachowane! Przy tym nie ma tej niezręczności, że ktoś mi robi łaskę. Podejrzewam, że to ostatnie znika, jeśli samemu się gości ludzi za darmo, ale nie mam takiej możliwości, więc mam poczucie, że żeruję na dobroci innych nic nie dając w zamian + sama nie wiem czego ci ludzie ode mnie oczekują.

    Trochę też przesadzacie z tymi hostelami, nie tacy backpackerzy straszni, jak ich się czasem maluje ;) I też miewają coś ciekawego do powiedzenia.

    Reply
  • Anekh
    Posted Wrzesień 6, 2016 at 19:12 | Permalink

    Ja od małego jacht (a raczej jachcik :P) a teraz camper – czyli dwie opcje zupełnie przez autorkę odrzucone z powodu turystycznego „rzucania się w oczy” i powiem szczerze, że polemizowałabym :)

    Dzięki rodzicom i naszemu jachcikowi zwiedziliśmy za dzieciaka mnóstwo niesamowitych miejsc w Polsce od zupełnie innej strony – czyli od wody. Nie wiem jak teraz ale w latach 90 bardzo mało jednostek korzystało z takiej formy podróżowania – jeśli już, to jachty motorowe (my mamy malutką kabinową żaglówkę) i odbiór przez ludzi był cudowny. Trzeba było chodzić samemu po wodę pitną (zbiornik jest niewielki) czy szukać miejsc gdzie można napełnić butlę gazową do kuchenki co owocowało świetnymi kontaktami z lokalsami, przeważnie zaskoczonymi, że ktokolwiek przybywa z tak nietuzinkową prośbą. Miejsca na żaglówce wiele nie było (2 dorosłych, trzy dzieciaki i pies) ale było sucho i wygodnie – kuchenka na wyposażeniu, mycie w rzece, widoki za free, nikt nam nie ustalał marszruty i gdziekolwiek byśmy nie przybili zawsze byliśmy u siebie. Zdarzały się i przygody, jak to na wodzie – ale z perspektywy czasu nie zamieniłabym takiego sposobu podróżowania na żaden inny.

    Obecnie jeżdżę kamperem i mam tą namiastkę wolności jaką dawała mi żaglówka (choć to już nie to samo) w dużo bardziej komfortowym wydaniu, co przy dziecioku robi jednak różnicę. W dużym miastach kamperowców rzeczywiście postrzega się przez pryzmat naładowanych kasą niemców ze swoimi wypasionymi brykami ale nasz 10 letni fiat raczej nie sprawia takiego wrażenia. Na bezdrożach Polski kamper nadal wzbudza pozytywne zdziwienie i kojarzy się z raczej z cygańskim wozem niż z majętnym turystą. Stanąć można wszędzie – od leśnej polany przez campingi na parkingach w centrum miast skończywszy. Wysiadasz z wozu i generalnie na tym twoje turystyczne „rzucanie się w oczy” się kończy bo na szlaku, spotykając się z ludźmi czy zwiedzając miasto jesteś tak samo anonimowy jak każdy inny turysta czy to mieszkający w namiocie czy w hotelu. Ja jednak cenię sobie swobodę przemieszczania się i to, że zawsze jestem u siebie. Poza tym dla bardzo wstydliwych są stealth campers – czyli auta posiadające wszystkie podstawowe wygody ale wyglądające jak zwykłe wany czy dostawczaki :)

    Każdemu według potrzeb :D Pozdrawiam!

    Reply
  • Posted Wrzesień 6, 2016 at 19:43 | Permalink

    Couchsurfing zdecydowanie uwielbiam, ale trzeba mieć na niego czas i chęci. Wybierając się z grupą znajomych w podróż po Turcji mieliśmy sporo czasu i ogromne chęci, żeby poznać jak najwięcej lokalsów. Tak też było – ze wszystkimi spędziliśmy wspaniały czas. Z kolei w Amsterdamie byłam z przyjaciółkami na 3 dni i chciałyśmy pozwiedzać, a jednocześnie chciałam im pokazać ideę couchsurfingu. Jednak czas, który zarezerwowałyśmy dla naszego hosta nie był dla niego wystarczający i czuć było, że nie odpowiada mu to, że chcemy zwiedzać. Z drugiej strony, nie chciał do nas dołączyć. Może to kwestia innej kultury (Turcy są bardzo gościnni i pomocni), a może po prostu charakteru. Fakt faktem, że na couchsurfingu trzeba liczyć się z tym, by nie urazić w żaden sposób swojego hosta i nieco mu się podporządkować.

    Co do innych form noclegu, to chętnie korzystam z hosteli, szczególnie fajne są podczas city break’ów, kiedy wieczorami można poznać nocną stronę miasta z innymi mieszkańcami hostelu ;) Air bnb też jest ok, choć po doświadczeniu z couchsurfingiem dziwnie się czułam mieszkając z kimś w jego domu, płacąc mu za to i nie nawiązując bliższego kontaktu (trochę porozmawialiśmy, ale raczej każdy chodził własnymi ścieżkami).

    Podczas 1-2 tygodniowych wakacji z narzeczonym jeździmy raczej do pensjonatów, guest housów czy hotelików. Następnym razem musimy wypróbować HomeToGo, bo jeszcze nie mieliśmy okazji.

    Pozdrawiam!

    Reply
  • Posted Wrzesień 7, 2016 at 05:05 | Permalink

    Namiot tak. Wolność, niezależność i widoki. W 100% się zgadzam z wadami i zaletami. Tak pokonaliśmy Skandynawię, bo inna opcja cenowo nawet nam na myśl nie przeszła.
    Poza tym chyba jednak najczęściej hostele i to pokoje wieloosobowe, które mocno ograniczają koszty.
    Trafiają się też i dobre chwile w hotelach, ale to raczej na krótkie wypady, by na przykład chcemy pobyć razem i odpocząć od pracy. Wtedy stawiamy na bycie razem i spędzenie czasu ze sobą, bez tego całego sprzątania i gotowania.
    Jeśli jadę z samą córą, to czasem wynajmujemy też prywatne kwatery. Bliskość ludzi, czasem super pyszne wiejskie śniadania razem z rodziną u której właśnie wynajmujemy pokój, ale tak na prawdę zero przymusu.

    Reply
  • Posted Wrzesień 11, 2016 at 18:23 | Permalink

    U nas najczęściej hostel. Z share’owaną łazienką, nawet jeśli tam tylko zimna woda i szczur pod umywalką.
    Z namiotem czasem ciężko w wielkim mieście.
    A na couchsurfing nigdy nie mieliśmy odwagi i pomysłu, jak się odwdzięczyć gospodarzom.

    Reply
  • Posted Wrzesień 20, 2016 at 08:35 | Permalink

    My jednak dzikusy jesteśmy i zdecydowanie wybieramy namiot na dziko. Ale rzecz jasna korzystamy także z innych opcji (prócz samochodu ze wszystkich wymienionych przez Was). Od siebie dodamy jeszcze warmshowers.org – couchsurfing dla rowerzystów – o tyle to lepsze, że zazwyczaj inni rowerzyści wiedzą, że po całym dniu pedałowania nie ma się specjalnie siły ani ochoty na imprezy i zwiedzanie, więc jest spokojniej i tak jak się chce:)

    Reply
  • Posted Grudzień 3, 2016 at 22:15 | Permalink

    Hotel + mieszkania/apartamenty… fajnie by było w aucie (choć raz-dwa się w sumie zdarzyło) ;)
    Couchsurfingu super opcja, ale jakaś taka dziwna dla nas. Nawet przy pobytach z Airbnb czasem czuliśmy się dziwnie, gdy tylko mieliśmy sam pokój (nie cały dom). W sumie to był taki couchsurfing, ale płatny i jakoś nas to nie przekonało :)

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *