Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

myślę

Likes

Blogi kontra magazyny

Blog podróżniczy kontra magazyn

Zawsze byłam słaba w numerki, ale sami posłuchajcie! A szczególnie wy: zainteresowani polskim rynkiem podróżniczym.

Zainspirowana wystąpieniem Magdaleny i Sergiusza Pinkwartów podczas tegorocznego blogosferowego spotkania Blog Forum Gdańsk (słucham sobie czasem przy krojeniu dyni na zupę) postanowiłam zagłębić się w numerki. Poza magazynem National Geographic Polska (w którym to jest też bardzo dużo atropologii i nauki, nie czysto: podróży), na polskim rynku prasy podróżniczej są cztery liczące się magazyny: „National Geographic Traveler”, „Podróże”, „Voyage” i „Kontynenty”. Zgadnijcie ile sztuk wyżej wymienionych magazynów sprzedaje się miesięcznie..?

Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy wygląda to tak: „NG Traveler”: ma nakład ok. 40 000, a sprzedaje trochę powyżej 20 000. „Podróże” mają nakład 22 000, a sprzedają 10 000. „Voyage” ma nakład 30 000, a sprzedaje 9 500. O „Kontynentach” znalazłam tylko info o nakładzie: 17 000, ale patrząc na trend – sprzedaje pewnie z 8 000.

Wiecie ilu mamy unikalnych czytelników (nie wejść – tu wyjaśnienie dla blondynek takich jak ja – ale fizycznych pojedynczych żywych ludzi) na naszym blogu miesięcznie? Czasem 15 000, a przy lepszych miesiącach i 19 000. Czyli tylu, ilu kupuje w sumie „Podróże” i „Voyage” razem.

Czy to nie jest zaskakujące? Mnie zaskoczyło :))

Należy pamiętać o dwóch sprawach: za magazyny takie się płaci się przecież pieniądze i w takich magazynach pracuje dzielnie kilkanaście osób. No i jest różnorodność: nie tylko – jak u nas – podróże rodzinne albo w określonym kierunku – ale kilkanaście destynacji, podpowiedzi z różnych źródeł, świetnej jakości zdjęcia i teksty (po pracy redaktorskiej). My jesteśmy we dwoje i za free.

Ale my dwoje przecież nie jesteśmy najwięksi! Są Tasteawaye czy Paragon z Podróży (którzy mają 3 razy więcej fanów niż my), są Podróżniccy (którzy mają prawie 3 razy więcej fanów), są Gdziewyjechać.pl (którzy mają 5 razy więcej fanów!). Pół reklamy na którymś z tych blogów jest przecież warte więcej niż rozkładówka we wszystkich magazynach razem wziętych.

Ja wiem, że dla ludzi siedzących w temacie, nie odkrywam nawet pobrzeża Ameryki. Ale sama dla siebie odkryłam! Dla siebie, jako blogerki. A dla siebie, jako dziennikarki – otworzyłam przestrzeń do myślenia. Dla mnie media papierowe to wciąż trzy nieba wyżej i strasznie się zawsze jaram, jeśli mogę coś dla nich napisać. Zresztą w najbliższym czasie będę w 3 z 4 wymienionych pism: w „Podróżach” będzie o naszej podróży przez Pacyfik, z dużą ilością zdjęć i szczegółami logistycznymi, w „NG Travelerze” będzie o niemieckich jarmarkach bożonarodzeniowych, a w „Kontynentach” mój reporaż z Bahrajnu. I cieszy mnie to chyba bardziej niż 11 000 fanów na facebooku czy wystąpienie w „Pytanie na Śniadanie”. I babcię też!

Bo gazetkę może kupić i *mieć*. Ale *mieć* wpływ można też z zupełnie, zupełnie innej strony. Takim wnioskiem kończy się moja dzisiejsza lekcja matematyki :)


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

4 Comments

  • Posted November 6, 2014 at 15:33 | Permalink

    Według mnie ciężko porównywać liczbę unikalnych użytkowników do sprzedanych egzemplarzy czasopisma. Gdyby skupiać się na samych liczbach, to ten blog ma sześć razy mniej fanów na fb niż NGT i dwa razy mniej niż Podróże.
    Unikalni użytkownicy za ostatni miesiąc zliczani są na podstawie odwiedzonych treści na całej witrynie, więc równie dobrze mogą oblegać jakieś stare artykuły a nie tylko te, napisane w październiku czy listopadzie. Gazeta wydawana jest raz na X czasu i czytelnik nie może sprawdzić starszych treści, powiązanych z tym co właśnie przeczytał.
    Nie da się także zliczyć ilości osób, które przeczytały magazyn, ale go nie kupiły. Nie mamy również pokazanej ilości odrzuceń na tej witrynie a ona pokazuje jak wiele treści przeglądają odwiedzający poza stroną, na którą trafili na początku.

    Reply
    • Anna Alboth
      Posted November 6, 2014 at 20:56 | Permalink

      Jasne jasne, ja wiem.
      I o facebooku nie mówię na serio, bo te cyferki akurat o niczym nie świadczą kompletnie.
      Ale z ilością osób, które czytają bloga też bywa różnie – u nas w domu pod jednym IP mieszka 5. w wielu – szczególnie niemieckich domach – nawet więcej osób, czyli też “czytelnictwo” może być inne niż “sprzedaż”.
      Mówię tylko o kierunku, z którego jakoś sobie nie zdawałam sprawy :)
      Dzięki za komentarz!

      Reply
    • Posted November 9, 2014 at 19:17 | Permalink

      Nie policzy się również ile osób przejrzy jeden egzemplarz gazety. W niektórych przypadkach będzie to tylko jedna osoba, a w niektórych kilkanaście osób.

      Ale nie o konkretne liczby tu chodzi, ale o skalę i przyjemność z faktu, że ktoś nas czyta, czeka na kolejne wpisy i wchodzi z nami w interakcje.

      Reply
  • Posted December 19, 2014 at 00:04 | Permalink

    A ja was uważam od dawna jako źródło natchnienia gdy już sam nie wiem co zrobić. Moje numerki to zaledwie kilka tysięcy w przeciągu miesiąca i wciąż się borykam z wieloma rzeczami :) ale nie poddaje się i spełniam swoje marzenie dla siebie, a jak się to innym podoba to tylko dla mnie bonu :) Bo ja piszę bo lubie pisać i tu się spełniam :)
    Pozdrawiam was bardzo ale to bardzo gorąco :)
    Tomasz i Jhing

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *