Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

Fidżi

Likes

Piękna i niemłoda Levuka

Fiji: Women in Levuka (Ovalau Island)

Trochę ponad 1000 osób mieszka w Levuce, a podczas paru dni tam widzieliśmy może z pięć białych twarzy. Tak trudno sobie wyobrazić, że w 1870 roku stały przy tej uliczce 52 hotele dla Europejczyków! 

Żeby wybrać się do Levuki, położonej na wyspie Ovalau, na wschód od główej wyspy Fidżi, trzeba najpierw wybrać się na cudny bazar w Suvie (stolicy Fidżi). Raz dziennie, rusza stamtąd duży, nowoczesny i wygodny autobus, którym jedzie się parę godzin wzdłuż wybrzeża, potem czeka się obok niego godzinkę w porcie (przegryzając rybkę), potem płynie się razem z nim 45 minut promem, a potem znów ponad godzinę jedzie już przez Ovalau. Któregoś słonecznego poranka w Suvie wymyśliliśmy tę Levukę, i mieliśmy dużo szczęścia, bo dotarliśmy na bazar, na parę minut przed odjazdem. Podróż była jedną z najłatwiejszych: trzymaj się autobusu, a będzie dobrze. A po drodze: gadułki, lokalne ploteczki, wymiana info. Nic, dla nas, cenniejszego – niż to!

Ktoś nam parę dni wcześniej powiedział, że Levuka jest super, ale zupełnie nie mieliśmy pojęcia o jej historii! Wszystko zaczęło się w 1822 roku, kiedy to David Whippy, młody Amerykanin, syn kapitana, dobił tu swoją łodzią. Najdawniejsi handlarze, misjonarze, spekulanci i podróżnicy – zgodnie twierdzili, że Levuka powinna zostać centrum świata. I już w 1840 roku stała się bardzo ważnym portem i punktem spotkań, a także największym Europejskim skupiskiem na Południowym Pacyfiku (choć w starych pamiętnikach, które znalazłam jest też zdanie: „choć nie wszyscy z tych Europejczyków byli na najwyższym poziomie”).

Kiedy Fidżi zostało brytyjską kolonią w 1874 roku, Levuka utrzymała się stolicą do 1877 roku. Wtedy zdecydowano się ją przenieść do Suvy (choć w praktyce dopiero w 1882). Wysokie klify otaczają Levukę i rząd zwyczajnie bał się, że nie ma wokół niej miejsca na dalszą ekspansję.

Ah! Trudno sobie wyobrazić w tym miejscu 52 hotele! Jest piekarnia, mała kawiarenka internetowa, parę sklepów i dużo znaczków pt. pierwszy. Ale niewiele z dawnej świetności. Hmm. Choć jak tak chodziliśmy uliczkami: to trochę pachnie historią. I znów (Fidżi my love!!) wszyscy są mili i uśmiechnięci. – Jakie macie tutaj problemy? – pytamy na policji. – Bula!!! (czyli uśmiechnięte cześć!) Problemy? No czasem sąsiad sąsiadowi trochę kavy (rodzaj popularnego tu narkotyku) z pola podpieprzy. Innych problemów nie mamy – odpowiada.

Żeby zobaczyć Levukę z góry – weszliśmy na wzgórze. 199 stopni prowadzi na szczyt górki Niukaubi, skąd rozciąga się czarujący widok na okolicę. Pośpiewaliśmy z dziewczynkami, obejrzeliśmy mecz rugby (to jest TO tutaj), znów zostaliśmy momentalnie włączeni do środka grupy.

Świetną niespodzianką była biblioteka: weszliśmy do środka, podczas obchodu miasta. Weszliśmy na chwilę i przepadliśmy na kilka dni. Kto by pomyślał, że nasze dziewczyny ładnych kilka godzin mogą się zajmować same sobą (albo czytać z lokalnymi dzieciakami, w sensie: bez nas), przeglądać, oglądać, komentować i jeszcze chcieć wrócić jutro i pojutrze? No widocznie kilka mini książeczek, które mamy ze sobą w plecakach – nie wystarcza! :) Dzięki temu i my mieliśmy sporo czasu, żeby poczytać. O Ku Klux Klanie, który w latach 70. XIX wieku był bardzo silny na Fidżi (porywano lokalnych i wdrażano ich siłą do pracy na plantacjach). I PAFCO (Pacific Fishing Company), założonej przez Japończyka wielkiej fabryce, gdzie chłodzą się i pakują do puszek tuńczyki na całą Europę i Kanadę, a PAFCO zatrudnia prawie wszystkich mieszkańców wyspy. O kobiecych projektach. O lękach. O problemach. Ale fajnie tak sobie poczytać!!

Levuka jest też pełna kościołów i kościołków. Kościół religii X, Y i Z. A że tutaj droga do człowieka prowadzi przez kościół – byliśmy czasem nawet i na 3 mszach w ciągu dnia. Żeby przekazać sobie znak pokoju i żeby pooglądać różnice. Ah boshhh, ileż te kościoły mają pieniędzy….

Na serio trochę się w Levuce zakochaliśmy. Taka mała, taka spokojna – z jednej strony. A z drugiej – tak pełna historii. Wciąż zastanawiamy się, czy Levuka mogłaby mieć taki potencjał w przyszłości, jak miała w przeszłości? I jak to się stąło, że taka siła (kolonialna!) wyszła z takiego maleńkiego, spokojnego miejsca i została na tak długo, rozrzucona po różnych rejonach na Pacyfiku? Jeśli ktoś z Was wybiera się na Fidżi – olejcie plażę i nurkowanie – jedźcie do Levuki!


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

One Comment

  • Posted September 30, 2014 at 14:03 | Permalink

    Bardzo lubię zaglądać tutaj i czytać Wasze opowieści :)
    (I jak zawsze trochę Wam zazdroszczę)

    Levuka wygląda na świetne miejsce :)
    i tylko czasem ktoś kave … pięknie :)

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *