Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

Turcja

Likes

Stambuł: 3 odkrycia

Nie lubię centrów handlowych, nie przepadam za muzeami i nie czuję potrzeby uciekania z miasta w jakiś spokojny zakamarek. Ale w Stambule nasze trzy ulubione miejsca to właśnie: shopping mall, muzeum i maleńka wyspa.

Tak jak już pisałam w pierwszym wpisie ze Stambułu: przez te parę dni nie musieliśmy nic. A mogliśmy wszystko! Mieszkaliśmy w fajnym mieszkanku w centrum (wynajętym dzięki HomeToGo.pl, dzięki!!) i codziennie, po długim i leniwym śniadaniu z widokiem na cieśninę Bosfora, decydowaliśmy, w którą stronę się dziś wybierzemy. A czasem nawet nie decydowaliśmy – po prostu wychodziliśmy z domu, wsiadaliśmy w tramwaj i gdzieś docieraliśmy.

I tak trochę przez przypadek, a trochę nie (bo wiecie jak to jest z prowokowanymi przypadkami:) odkryliśmy trzy miejsca, które nas urzekły. Kto wie, może urzekną ich Was?

Hop na wyspę

Rzut beretem (godzinkę promem) od centrum miasta, na Morzu Marmara, leżą Wyspy Książęce. Jest ich kilka, na każdej mieszka po kilka tysięcy osób. Kiedy rano zaświeciło nam przez okno słońce, pomyśleliśmy: wysepka to fajny pomysł.
Zbiegliśmy do portu, promy przez Bosfor przepływają jak dzikie, w tę i z powrotem. Okazało się, że kolejny, który zabierze nas na Wyspy odpływa za chwilkę. No to hop.

Na promie nie za dużo ludzi, na tackach herbata i precle. I przedstawienia mew, które towarzyszą łodzi przez całą podróż. Precle idą głównie na nie, dziewczynkom podróż mija w mgnieniu oka.
Wysp Książęcych jest dziesięć, a prom zatrzymuje się przy czterech. Gdzie wysiadać? Heybeliada zabrzmiała nam najpiękniej, więc wysiedliśmy tam.

Po wyspie jeżdżą tylko bryczki i rowery. Jesteśmy poza sezonem, więc jest pusto i cicho. Wypożyczamy dwa rowery (jeden ze śmieszną przyczepką) I objeżdżamy wyspę, z przerwą na robienie wianków, zawody na bieganie i spotkania z ludźmi i spotkania z końmi. W Berlinie jeszcze pada śnieg z deszczem, a my tu momentami nawet w podkoszulkach.

Mini wakacje na mini wakacjach. Z wielkiego miasta, którego nie mogę objąć rozumem (to komplement!) – na małą spokojną wysepkę. Też fajnie!
(a na randkę to już taka wycieczka rowerowa po Heybeliadzie byłaby idealna!!!)

Künefe tu, künefe tam

Drugie nasze miejsce to przeciwieństwo pierwszego. Wiedzą o nim wszyscy i dziennie zagląda tam nawet do 400 000 osób. Wielki Bazar, nazywany też Krytym Bazarem. Otwarty w połowie XV wieku, najstarszy shopping mall na świecie. I jeden z największych: żeby zobaczyć wszystko, trzeba by spędzić tu trzy bite dni I odwiedzić 3500 sklepów. O Bazarze ludzie piszą: “za duży! zbyt zatłoczony! zbyt turystyczny! wszędzie tylko namawiają i naciągają!”.

Nam podobało się bardzo. Przegadaliśmy ze sklepikarzami pół dnia, i wcale nie rozmawialiśmy o cenach czy produktach. Turkowie i dzieci to jest oddzielny temat, więc mała Mila, która zaczepiała sklepikarzy ze swoim “what’s your name?” i Hania zapisująca te imiona w swoim notesiku – robiły robotę. Orzeszkom I herbatkom nie było końca. No a że nic nie musieliśmy i nigdzie nam się nie spieszyło – siadaliśmy sobie to tu to tam w kawiarence.

Nasze ulubione miejsca to dwie kawiarenki obok siebie: Bellihan Cafe i Enili Cafe. Najpierw siedzieliśmy w jednej, rozmawiając z właścicielami, a potem Zehra z drugiej kawiarni (jedna z bardzo niewielu kobiet, pracujących na Bazarze) kazała nam spróbować swojej künefe. To taki deser z sera, z syropem I pistacjami. Odlecieliśmy! Więc chłopaki z pierwszej kawiarni postanowili dać nam spróbować swojej. I tak skończyliśmy na testowaniu künefe, aż nas bolały brzuchy. Ta Zehry z Enili Cafe – wygrała konkurs:)

My w muzeum?!

No tak. W bardzo, bardzo wyjątkowym. Czytaliście “Muzeum Niewinności” Orhana Pamuka? Jeśli tak – to powinno być pierwsze miejsce, które w Stambule odwiedzicie. Jeśli nie – też Wam się spodoba (mamy na to dowód: nasze dzieci:).
Pamuk (turecki, bardzo stambulski pisarz i laureat literackiej nagrody Nobla w 2008) stworzył to muzeum podwójnie: opisał je w swojej powieści I otworzył fizycznie, w dzielnicy Beyoğlu przy ulicy Çukurcuma.

Muzeum to kolekcja przedmiotów normalnego, codziennego życia w Stambule, zebranych przez bohatera książki (ale też pisarza) w ciągu 50 lat jego życia (od 1950 do 2000r). Niby nic szczególnego, nic największego, najstarszego, najbardziej spektakularnego. – Nasze codzienne życie jest zaszczytne i jego przedmioty powinny zostać zachowane – powiedział sam Pamuk. – Nie chodzi o pochwałę przeszłości. To ludzie i ich przedmioty mają znaczenie.

I rzeczywiście: tutaj znaczenie mają porcelanowe figurki, pety papierosów kochanki bohatera czy zestaw do golenia. A pośród tego historia pierwszej miłości: najpiękniejszej I trudnej. Książka ma 750 stron. A Muzeum 3 piętra. Mnóstwo w nim też samego Stambułu. Myślę, że miłośnicy miasta znaleźliby coś dla siebie w każdej z gablot. Klimat przypomina (to pomysł Hani!) karty z gry Dixit, znacie?

Myślę sobie też, że jak kiedyś zamieszkamy na chwilę w Stambule (bardzo bym chciała!) – to będziemy wracać do tego Muzeum, żeby co jakiś czas sprawdzać swoją relację z miastem. I będziemy czasem wyskakiwać na  Heybeliadę. I nauczę się sama robić taką wyśmienitą künefe!


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

One Comment

  • Posted Lipiec 20, 2016 at 20:42 | Permalink

    Stambuł to wyjatkowe miejsce warte zwiedzenia, tylko niestety ta niebezpieczna sytuacja polityczna w Turcji…

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *