Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

wiadomości

Likes

Z dziećmi? TAM??

Bardzo ważnym miejscem, które odwiedziliśmy podczas naszej wyprawy po Bośni i Hercegowinie – była Srebrenica. To miejsce, w którym podczas masakry w 1995 roku, ponad 8000 osób zostało zamordowanych. Dlaczego zabieramy w takie miejsce nasze dzieci? Powiem Wam: bo podczas naszych podróży, i w naszym życiu w ogóle, nie tylko nasze dzieci są ważne, ale nasze potrzeby i zainteresowania – także.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jakoś zbyt ostro czy egoistycznie. Ale taka jest prawda: wybieramy się zazwyczaj w miejsca, które są ciekawe i ważne dla nas. I naszym dzieciom chcemy pokazać ten świat, ten prawdziwy świat, który nas interesuje. Pewnie dlatego ciężko mi sobie wyobrazić wielogodzinną wyprawę rodzinną tylko po to, żeby odwiedzić np. jakieś plastikowe wesołe miasteczko super ekstra hiper dla dzieci. Ja w ogóle nieszczególnie lubię te rzeczy, które noszą nazwę „dla dzieci”. Myślę, że wszystko jest dla wszystkich (może poza klubami go-go, zadymionymi knajpami, kasynem i ewidentną przemocą). I wszystko, cały odbiór sytuacji, zależy od rodziców: czy dzieci w danym miejscu będą się nudzić, czy czegoś się tam nauczą, co z tego zapamiętają.

Dlatego my, z naszej listy miejsc-do-odwiedzenia, wykreślamy tylko te niebezpieczne. Kiedy przejeżdżaliśmy przez Kaukaz – ominęliśmy, w tamtym czasie niespokojny, Dagestan i Czeczenię, choć bardzo nas tam ciągnęło (i gdybyśmy byli bez Hani – na pewno byśmy pojechali). Z tego samego powodu nie braliśmy np. udziału w nocnym życiu Gwatemali.

***

Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym, co się stało w Srebrenicy. Miałam 10 lat, kiedy, podczas bałkańskiego konfliktu, Srebrenica, została ogłoszona przez ONZ strefą bezpieczeństwa. Pełna muzułmańskich uchodźców, pełna obaw. Serbowie domagali się rozbrojenia tej strefy bezpieczeństwa (skoro jest pod ochroną ONZ). Kiedy dostali to, czego chcieli, bośniacki Serb: generał Ratko Mladic, razem ze swoją armią zaatakował Srebrenicę. Holenderski oddział ONZ, który w tym czasie miał pilnować pokoju, sam bez broni i bez rozkazów – zwyczajnie stał i przyglądał się temu, jak Serbowie rozdzielali chłopców i mężczyzn, od kobiet. Ponad 7000 mężczyzn zniknęło. Zostali zabici w lasach, w wioskach, brutalnie mordowani i wrzucani do zbiorowych grobów. Jeden po drugim.

(Bosnia): Guest book at the Srebrenica Genocide Memorial; Photo: Thomas Alboth

Wielu z ciał do tej pory nie znaleziono, wielu nie zidentyfikowano. Jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam jest właśnie o tym: „Jakbyś kamień jadła” – Wojciecha Tochmana. Bardzo mi ciężko pisać coś na ten temat, mam wrażenie, że nie mam w sobie wystarczającej wrażliwości, kompetencji i doboru słów, żeby zarysowywać tę sytuację. Ale jednego jestem pewna: wszyscy w szkole powinni się o tym uczyć. A w bośniackich szkołach w ogóle zakazana jest nauka historii po 1992 roku, ponieważ nie ustalono jeszcze wspólnej, oficjalnej wersji tego jak, co i dlaczego się stało.

Pojechaliśmy do Srebrenicy nie tylko po to, żeby odwiedzić cmentarz-pomnik ofiar masakry w Potočarach (który został otwarty przez Billa Clintona), choć jest to miejsce piękne i poruszające. Pojechaliśmy do Srebrenicy, bo po prostu nie mogliśmy tam nie pojechać. Żeby chwilę pobyć, pomyśleć o tych, którzy zginęli w tak straszny sposób. Żeby pokazać, że wiemy i pamiętamy.

Miasteczko Srebrenica, które teraz leży w Republice Serbskiej, jest jednym z najsmutniejszych miejsc, jakie widziałam. Puste, brudne ulice, ludzie patrzący na siebie nieufnie, a na sypiących się murach domów klepsydry z informacjami o pogrzebach (niektóre ciała dopiero teraz zostają odnalezione, zidentyfikowane i można się z nimi pożegnać w odpowiedni sposób).

„Tęsknimy za tobą, tatusiu. Zawsze będziemy twoimi dziewczynkami” – takie wpisy w księdze pamiątkowej na cmentarzu, poruszają bardzo. Albo napisy: United Nothing. Albo pomnik z tysiącami imion. I ludzie, chodzący w zadumie, między nagrobkami.

„Niech łzy matek zamienią się w modlitwy o to, żeby Srebrenica nigdy więcej, nikomu i nigdzie się nie powtórzyła” (“May mothers’ tears become prayers that Srebrenica never happens again to no one and nowhere”) – przeczytałam na głos. – Co to znaczy, Mummy? – Hania zapytała.

Oj tak. Trudno opowiedzieć tę straszną historię komukolwiek. A dzieciom szczególnie trudno. I, oczywiście, nie chciałabym im opowiadać dokładnie o tym, co tam się zdarzyło. Ale wierzę, że to ważne, żeby mówić dzieciom też o tym, że złe rzeczy się dzieją, że źli ludzie się trafiają, że warto i ważne jest, żeby pamiętać o ludziach, którzy zostali zranieni. I że są miejsca, takie jak to na przykład, gdzie taką pamięć można celebrować, w pokoju i ciszy. I wiecie co? Nasze dzieci mają 4 i 2,5 roku i nie musiałam im tego powtarzać dwa razy. Na cmentarzu były ciche, grzeczne i jakieś takie skupione.

places_2

Srebrenica nie była pierwszym miejscem, z trudną historią, jakie odwiedziliśmy jako rodzina.

Podczas naszej podróży Wokół Morza Czarnego, byliśmy na przykład w szkole w Biesłanie, gdzie w 2004 roku podczas terrorystycznego ataku zostało zabitych 300 osób, głównie dzieci. Odwiedziliśmy szkołę, rozmawialiśmy z ludźmi, pojechaliśmy na cmentarz.

Odwiedzaliśmy miejsca, w których nie tak dawno jeszcze trwała wojna, oraz miejsca oficjalnie nie rozpoznane jako kraje.

Naddniestrzu, autonomicznej republice na terenie Mołdawii, spędziliśmy magiczny czas z pewną rodziną, śpiąc w ich domu i słuchając historii. O problemach politycznych, o opłatach, o braku przyszłości.

W Górskim Karabachu odwiedziliśmy miejsca zupełnie zniszczone podczas ormiańsko-azerskiej wojny. Rozmawialiśmy z dzieciakami, których rodzice zostali zabici, albo ranni. Widzieliśmy miejsca, o których powinno się pamiętać.

W Gruzji odwiedziliśmy obóz dla uchodźców z Osetii. Prawie nikt tam nie mówił po rosyjsku, więc ciężko nam było się dogadać. Ale będąc tam i interesując się nimi, chcieliśmy pokazać, że wiemy o sytuacji, że nie jest nam wszystko jedno, że ich kultura i marzenia nas obchodzą.

Nie uciekamy od trudnych tematów. Też jako rodzina. Nie zatrzymujemy się tylko przy placach zabaw, czy zoo. Czasem te najzwyklejsze spotkania z przypadkowymi ludźmi, albo z przypadkowym jeżem, mogą być ciekawsze i ważniejsze. Dla nas, ale też dla edukacji, rozwoju i wychowania naszych dziewczyn.


Armenia

„Nie boicie się pokazywać swoim dzieciom biedy, brudu i problemów?” – zapytał nas kiedyś dziennikarz. Nie, nie boimy się. Dopóki nie zostawiamy dziewczyn samych z tym tematem, dopóki rozmawiamy (ich językiem, na ich poziomie, z ich przykładami) o tym wszystkim, co nas otacza – wszystko jest na swoim miejscu.

This post is also available in: angielski


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

One Comment

  • Posted Listopad 20, 2013 at 16:20 | Permalink

    Poruszające, prawdziwe tu i teraz życie, biorące i uwzględniające każdego człowieka. To takie dla mnie bliskie! Dzięki!

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *