Rodzice…. puuuuuf ! | Rodzina bez granic


Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

myślę

Likes

Rodzice…. puuuuuf !

Kurcze, ostatnio ktoś wrzucił nas do jakiegoś rankingu blogów (sic!) „parentingowych”! I nie wiem sama, czy się cieszyć z tego, czy płakać?

Parentingowy, czyli ekh ekh… o parentingowaniu? O byciu rodzicem. No to by się trochę zgadzało. Jesteśmy rodzicami, mamy dzieci, nasz blog dotyka, czasem głęboko, rodzinnych spraw. Ok.

Ale głównie jednak piszemy o podróżach. To nasze ulubione rodzinne zajęcie, to nasz „lafjstajl”. Nie ma zmieniania pampersów (no chyba, że w jakichś fajnych geograficznych punktach), nie ma o odstawiania od cycka, nie polecamy lalek i suszarek do smoczków.

Chociaż odkąd zaczełam pisać więcej o naszym życiu rodzinnym (o moim niepełnosprawnym bracie, o tym jak i z kim mieszkamy, o babci, o tym, że dziewczyny są wcześniakami) – statystyki poszły w górę. Znaczy, że Wam się to podoba, drodzy czytelnicy?

Mało byliśmy w drodze w zeszłym roku (to się w tym zmieni :)))), a czułam się też z Wami bliżej, więc mogłam sobie na to pozwolić. Ale przyznam się szczerze, że poczucie włożenia mnie do pudełka „mama” (która pisze „blog parentingowy”) trochę mnie uwiera.

Jestem mamą oczywiście. Ale jestem też żoną. Jestem przyjaciółką. Jestem podróżniczką. Jestem dziennikarką. Anią jestem najbardziej.

Ot, choćby zdjęcie profilowe na facebooku (uhuuuuu, już widzę jak Wam podpadnę teraz!). Super mam dzieci, śliczne mam dzieci i spędzam z nimi mnóstwo fantastycznego czasu. Ale nie wyorażam sobie identyfikowania siebie – tylko jako mamy. Że wrzucam fotę profilową z którąś (albo z dwiema) dziewczynek. Albo – jeszcze gorzej – ich zdjęcie zamiast swojego! Nie macie ciarek na plecach, widząc te znikające dziewczyny za zdjęciem bobasa? Ja mam.

Nie wyobrażam sobie też chodzić tylko do kawiarni dla mam, albo do kina na seanse z bobasem. Szlag mnie trafił na pomysł oddzielenia sektora w samolocie dla rodziców z dziećmi. Wkurza mnie dzielenia świata na ten z dziećmi i ten bez nich. Napiszę jeszcze o tym, nie raz i nie dwa.

A wiecie, co mnie cieszy? Że czyta nas dziki tłum ludzi też bez dzieci! I młode dziewczyny i starsze kobitki, i fajni faceci i ciekawi panowie. I cieszą mnie też ci przewrażliwieni z dziećmi, którzy wypatrzą na naszych zdjęciach, że pasy w aucie nie zapiętę, albo że dziecko za lekko ubrane. Lubię to! Lubię Was bardzo, nasi czytelnicy. I lubię z Wami rozmawiać i dowiadywać się tego, jak nas widzicie (że np. mam przystojnego męża, albo fajny brzuch – komentarze nieparentingowe, nie? :).

Kominek (taki, wiecie, bloger) twierdzi, że w blogach parentingowych jest wszystko to, co najgorsze i najlepsze w blogosferze. To, jak już nas ktoś tu wrzuca, spróbujemy pokazać to, co najlepsze! Wspaniałego 2014 roku!

 

PS. Jeszcze a propos bycia matką. Hania mnie kiedyś wypytywała, co to znaczy Polka, co to znaczy Niemka. Tłumaczyłam cierpliwie, a ona na to: – To Ty jesteś Matka Polka!! // No i to chyba był moment, kiedy najbardziej w życiu zbliżyłam się do tego określenia :)

 


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

10 Comments

  • Posted styczeń 6, 2014 at 14:08 | Permalink

    Wiesz, bo te statystyki poszły w górę dlatego, że poruszyłaś tematy doczące wielu osób. Jak myślisz, kogo wśród czytelników blogów jest więcej? Osób, które szukają pewnego wsparcia w czyimś doświadczeniu, bo ich dzieci są wcześniakami, czy osób, które będą z maluchami jechać do Ameryki? :) Nawet jeśli do tej Ameryki nie pojadą to chcą czytać o kimś, kto przeżył już ten strach o maluszka na początku życia i może teraz zapewnić innych rodziców i pokazać, że wszystko się układa.
    I zgadzam się z tymi zdjęciami na facebooku, że nagle jak się pojawia dziecko, to wszyscy zapominają, że kobieta ciągle przecież jest kobietą, a nie tylko mamą. Niektóre mamy też o tym zapominają, ale może z tym jest im dobrze? :) Ważne, że Ty nie zapominasz i mam nadzieję, że ja też tego nie zapomnę, bo kiedy o tym myślę dzisiaj to nie chcę zapomnieć. :)

    Ale że blog parentingowy? Czy teraz każdy kto ma dziecko i bloguje, będzie skazany na prowadzenie bloga parentingowego? Chyba idea takich blogów jest inna… Fajne jest to, że macie dzieci i z nimi podróżujecie, ale najfajniejsze w Waszym blogu jest to, że jednak kręci się on wokół podróży z dziećmi, a nie wokół dzieci w podróży (chociaż ja Wasze dziewczynki uwielbiam i też chcę mieć takie :D). Przynajmniej ja go tak odbieram. Więc wg mnie nie zalicza się do parentingowych, ale ciągle do podróżniczych. :)

    Reply
  • Posted styczeń 7, 2014 at 12:02 | Permalink

    Odezwę się tym razem, chociaż nieczęsto to robię. :)
    Zaczęłam czytać Twojego bloga głównie ze względu na podróże, optymistyczny styl i zabawne historie. To, że podróżujecie z dziećmi jest dodatkową atrakcją dla mnie, czytelnika, który nie ma dzieci i raczej nie chce mieć – bo pokazujecie świat całkiem odmienny od mojego, a do tego niesamowicie pozytywny.
    Bloga czytam z ciekawością i zazwyczaj nieustającym uśmiechem na twarzy. Uważam trochę za nadużycie wrzucanie Family Without Borders do szuflady z blogami ekhm… parentingowymi (co się dzieje z polszczyzną….), bo jak dla mnie zdecydowanie jest to blog podróżniczy. I dlatego fascynujący.
    Z drugiej strony można by pomyśleć, że ktoś wrzucając Family Without Borders do rankingu blogów parentingowych, uznał, że po prostu piszesz o rodzicielstwie w inny sposób – zwracasz uwagę na aspekty inne niż smoczki, pieluchy, itd., itp., że pokazujesz inny niż tradycyjny sposób życia rodziny. I przypominasz, że rodzic to tylko jedna z wielu roli w życiu, które można ze sobą pogodzić. ;)
    Wszystkiego najlepszego w 2014!

    Reply
    • Anna Alboth
      Posted styczeń 7, 2014 at 12:55 | Permalink

      Bardzo się cieszę z tego nieustającego uśmiechu! Dzięki, że się odzywasz! (teraz ja się uśmiecham :)

      Reply
  • Posted styczeń 7, 2014 at 13:28 | Permalink

    Podziwiam kobiety, które w momencie zostania matkami nie rezygnują z siebie, ze swojego stylu życia, marzeń, planów. Oczywiście nie mam na myśli osób , które zaniedbują swoje potomstwo, ale te które potrafią pogodzić ze sobą różne role :)

    Niestety w Polsce wciąż dominuje przekonanie wśród wielu osób, że mając dzieci trzeba zamknąć się najlepiej w domu, spacery tylko na plac zabaw, a cały wolny czas przeznaczyć na zabawę, naukę itp. z dzieckiem. Często matka, która postępuje inaczej jest oceniana jako zła.
    Prosty przykład: matka, która swoje małe dziecko bierze w nosidełka i idzie ze znajomą na kawę, takie powiedzmy godzinne wyjście, w miejsce,, gdzie nie jest zbyt głośno, gdzie się nie pali. Ja uważam, że to dobre, nie można się odcinać od życia mając dzieci. Jednak sporo osób to krytykuje.

    Reply
    • Posted styczeń 9, 2014 at 09:59 | Permalink

      Ja to jestem chyba super zła matka :) A tak na serio – myślę, że dla dzieci też jest ważne i dobre, że mama ma życie.

      Reply
  • Daisy
    Posted styczeń 13, 2014 at 10:44 | Permalink

    Aniu, śledzę Cię od samego początku i strasznie podziwiam za osiągnięcia zarówno te podróżnicze jak i rodzicielskie. Inspiruje mnie Twoje podejście do macierzyństwa i gratuluje mądrych i tolerancyjnych córek. Jako świeżo upieczona mama, chciałabym Cię zapytać jak sobie radziłaś w pierwszych miesiącach z dzieckiem. Bo jak czytam Twojego bloga, jak oglądam zdjęcia na FB wszystko wygląda tak kolorowo i przyjemnie. A ja mam za sobą nieprzespane noce i nieokiełznaną laktację. Nie mam czasem ochoty/ siły wyjść na spacer, co dopiero planować jakąś dłuższą wyprawę ! Dużo osób mówi, że maleństwo powinno mieć stały rytm dnia, więc staram się zapewnić mu właśnie taki. Ponieważ karmię, to nie mam mowy o tym abym sama gdzieś na dłużej wyszła. Tak więc chcąc nie chcąc, jestem chwilowo głównie matką. Moje inne role zeszły na daleki plan. Napisz proszę jak to u Ciebie było. Czy zarówno Hania jak i Mila były cudownymi niemowlakami bez skazy? Pozdrawiam

    Reply
    • Anna Alboth
      Posted styczeń 13, 2014 at 10:58 | Permalink

      Były nieprzespane noce i problemy z karmieniem. Do 8 miesiąca (z Hanią, z Milą już nie miałam siły) ściągałam mleko maszynką, co 3h. I generalnie było niewesoło, bo dziewczyny były wcześniakami i strachu i nerwów było od groma. Tutaj przeczytasz więcej: https://thefamilywithoutborders.com/pl/nie-zawsze-kolorowo-2013-11-11/. Ale jak tylko się już dało – wrzucałam je w chustę i szłyśmy gdzieś. Ja to chyba bardziej niż spania (a na pewno bardziej niż posprzątanego mieszkania i uprasowanych ubrań:) potrzebuję ludzi i inspiracji, więc nie umiałam usiedzieć w domu. Ale na początku zawsze jest trudno i to zupełnie normalne, że nie masz ochoty czy siły. Przyjdzie :)

      Reply
  • Joanna
    Posted luty 10, 2014 at 14:58 | Permalink

    Swietny blog. I swietny artykul. Mam 30 lat i nie mam dzieci bo wlasnie obawiam sie ze nie bede mogla juz nigdy byc soba. Nie bede mogla pojechac pod namiot po calej Francji czy po prostu polazic kilka dni po gorach. Kolezanki beda mi mowic o kupach i pieluchach i nie bede miec czasu dla siebie. Nie bede miec czasu na nic. Taki przyklad daja mi moje znajome i ciesze sie ze trafilam na twoj blog bo widze ze mozna byc matka i spelniac swoje marzenia

    Reply
    • Anna Alboth
      Posted luty 10, 2014 at 22:48 | Permalink

      Bardzo się cieszę z tego komentarza! Bardzo!

      Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *