Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

myślę

Likes

O nie!! Zdjęcia dzieci w necie!

Zdjęcia dzieci w kostiumach albo i… bez? Chyba kurcze jesteśmy na plaży na Pacyfiku, to jakie zdjęcia mają być? Wcale??

Nikt nie powiedział nam tego w twarz. Ale temat pojawia się w kręgach kręgów naszych czytelników i czasem z innej strony do nas dociera. „Pożywka dla pedofilów”, „Internet nie zapomina” i „Czy te dzieci godzą się na to, żeby być na blogu?”…

W dzisiejszych czasach coraz modniejsze są kampanie: uważaj, co wrzucasz do sieci, kto to może zobaczyć, co może z tym zrobić. Jako że od 4 lat prowadzimy bloga o podróżowaniu z dziećmi – zdjęć naszych dzieci online są… grube setki. Pomyślałam, że to ciekawy temat do zgłębienia, że napiszę Wam o tym, co myślimy my, ale także inni blogerzy-rodzice, którzy wrzucają (bądź nie) zdjęcia swoich dzieci do sieci. Pomyślałam, że pozbieram info, wrzucę Wam różne punkty widzenia.

I wiecie co? 80% rodziców-blogerów (w ogromnej mierze tych, którzy zdjęć dzieci nie chcą pokazywać) – poprosiło mnie, żebym broń boże o nich nie pisała! Że to temat drażliwy, że nie chcą rozpoczynać dyskusji z czytelnikami, że to ich decyzja. Hmm. No ok, ich decyzja, szkoda tylko, że nie mają jaj stanąć z argumentami za nią, nie?

Czyli temat jest, nawet ważniejszy niż wcześniej przypuszczałam!

Posłuchajcie najpierw tych, którzy nie boją się mówić:

– Na chwilę obecną Maks jest istotną częścią bloga, chociaż wiadomo, że nie jest go tak pełno jak na blogach parentingowych – mówi Natalia z Taste Away. – Chyba eksplozja blogosfery parentingowej sprawia, że wszyscy mniej przejmujemy się wrzucaniem zdjęć do sieci – dzieci są wszędzie!! Ale nie uważam, że jest to w jakikolwiek sposób dla Maksa szkodliwe – nie wrzucam zdjęć kompromitujących, nago, itd. – Natalia opowiada od czego się zaczęło: – Nie wiem w sumie, w którym momencie zaczęłam pisać też o Maksie? Może po Tajlandii jak miał 1,5 roku? Wtedy napisałam post, że jednak da się z dzieckiem, bo wiadomo, co większość sądzi nawet o takich kierunkach jak Tajlandia. Wrzuciłam jego zdjęcia, nie miałam jakoś oporów, raczej chęć podzielenia się pięknymi momentami i tym, że TAK, że MOŻNA, że ten dzieciak biega tam uśmiechnięty i szczęśliwy. No i myślę, że nie da się pisać o podróżowaniu z dzieckiem, bez pokazywania dziecka – wtedy jest to mało wiarygodne.

– Hana to ważny element naszego życia w Azji, więc ciężko pisać bloga o tym życiu, zupełnie jej w nim nie pokazując – mówi Maciek ze Skok w Bok Blog. – Choć kto wie, może powinienem wrzucać je częściej bo należą one do najbardziej “lajkowanych” zdjęć na blogowym Facebooku? Zdecydowałem się jednak tego robić, z kilku powodów. Po pierwsze nie mam takiej potrzeby, pewne sprawy wolę zachować z sferze prywatnej. Zresztą z tego samego powodu nie rozpisuję się o urokach i mrokach związku z Hinduską. Po drugie nie chcę “szczuć bachorem”, myślę (mam nadzieję!) że ludzie nie po to czytają Skok w Bok żeby zaglądać mi do kołyski. Po trzecie, nie chcę pisać bloga o podróżowaniu z dziećmi. Robią to już inni i robią to doskonale. Hana zagości jeszcze na Skoku nie raz i nie dwa, ale raczej w kontekście życia i podnóży po Azji niż w centrum uwagi.

– Nasz blog to blog lifestylowy, w którym większość rzeczy, o których piszemy, i które pokazujemy robimy razem z Alą – mówi Damian ze Slow Day Long. – Ciężko więc by było, aby publikować, dajmy na to, relację foto z Holandii czy Toskanii i nie umieszczać w niej zdjęć naszej córki. Tak samo zresztą relacji z wizyty w teatrze, z wycieczki rowerowej po Wrocławiu, czy parku. Nie wyobrażamy sobie, aby publikować zdjęcie, na których zamazujemy twarz Alicji. Zresztą, nie wiemy, czemu miałoby to służyć? Alicja jest współautorką i bohaterką Slow Day Long. Jest integralną częścią naszego życia. Dzięki zdjęciom nas, jako żywych i prawdziwych ludzi, wpisy na blogu nabierają oryginalnego charakteru, a nie są bezpłciowe, nijakie, anonimowe. Wiem, że np. Natalia Hatalska zapowiedziała, że nigdy nie pokaże zdjęć swoich dzieci. Nie wiemy jednak, po co miałaby to robić, kiedy prowadzi blog o marketingu i PR’rze. Jeśli ktoś prowadzi bloga, do którego dziecko pasuje jak pięść do nosa, to po co miałby je publikować?

– Kiedy zaczynaliśmy prowadzić bloga chcieliśmy w radosnej euforii podzielić się doświadczeniami i pokazać fajne zdjęcia szczęśliwego dzieciaka na końcu świata. Wtedy nie zastanawialiśmy się nad konsekwencjami. Zachowywaliśmy podstawowe zasady bezpieczeństwa – bez golizny, bez tagowania danymi osobowymi. Choć początkowo z golizną miałam problem – przecież to tylko mała dziecięca pupka! – mówi Sonia z Mary w plecaku. – Teraz nachodzą nas refleksje związane z tym, że Marysia rośnie i staje się niezależną istotą. Co jeśli kiedyś stwierdzi, że nie podoba jej się publiczne snucie opowieści o jej przygodach z dzieciństwa? Co jeśli będzie miała pretensje o to, że znajomi oglądają jej zdjęcia w necie? Czy zdecydowalibyśmy się na pisanie, gdybyśmy o ty pomyśleli wcześniej? Hmm… chyba tak. Bo to pisanie ma mnóstwo dobrych stron. Mam nadzieję, że będziemy umieli to Marysi wyjaśnić. A może wcale nie będzie takiej potrzeby. Mnóstwo innych dylematów, wątpliwości i potencjalnych zagrożeń wiąże się z tym tematem. Tak samo jak z lataniem, podróżowaniem, odwiedzaniem wiosek na Vanuatu czy wspinaczką w Himalajach. Trzeba ryzykować, by dostać coś w zamian. Oczywiście rozsądnie :)

– Najsilniejszym impulsem (bardzo przyziemnym) do powstania mojego bloga była… próżność. – mówi Paulina z Lena&Kuba. – Moje dzieci są (oczywiście) najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie, a ja robię całkiem przyzwoite zdjęcia. I jednym, i drugim, chciałam pochwalić się szerszemu gronu odbiorców, nie tylko znajomym na facebooku, którzy (miałam wrażenie) mieli już dość, zwłaszcza że zdecydowana większość z nich była bezdzietna i średnio ich ten temat interesował. Zanim opublikowałam pierwszy wpis, długo myślałam nad tym, jakie mogą być negatywne konsekwencje publikowania fotografii wspaniałych małych ludzi. Próbowałam nawet spojrzeć na sprawę od drugiej strony: czy ja miałabym pretensje do moich rodziców –  jako dziecko, czy później jako dorosły – gdyby mój wizerunek stał się rozpoznawalny. Blog istnieje, więc efekt rozważań jest oczywisty  Jest też na tyle we mnie ugruntowany, że przetrwał czas nagonki na rodziców-blogerów, która pojawiła się w kontekście pedofilii. Nie odmawiam tym samym innym prawa do własnego zdania. Jedna z moich koleżanek postanowiła nigdzie nie publikować zdjęć swojej córeczki, jej pozostawiając decyzję, czy „ujawnić się” światu. Szanuję to, choć obawiam się, że prędzej czy później ktoś inny zadecyduje za nią. Zdjęcia dzieci są dziś wszędzie – na stronach internetowych szkół, przedszkoli, klubów maluchów itd… Rzadko kiedy ktoś pyta zainteresowanych o zgodę na publikację, choć społeczna świadomość prawa w tej dziedzinie rośnie. We mnie i moich dzieciach ta świadomość wzrosła właśnie dzięki blogowi. Nic o nas bez nas.

***

A teraz popatrzcie na te zdjęcia: oto nasza Mila i jej 3-letnia przyjaciółka Isabel, z wysepki Atchin w Vanuatu. Prawdziwe love, dziewczyny spędziły ze sobą kilka dni, patrząc na siebie, głaszcząc się po warkoczykach, uśmiechając. No właśnie tak jak tu. Jak to opisać bez zdjęć? Jak Wam opowiedzieć o naszych wspólnych doświadczeniach w Vanuatu bez tego? O tym, jak wchodzi się w kontakt z ludźmi, jak dla naszych dzieci różnice zmniejszają się każdego dnia, jak cieszymy się z takich scenek?

***

Kilka mamy przemyśleń na temat „przeciw” wrzucania jakichkolwiek zdjęć dzieci do sieci.

1. Słodkie, niewinne, nawet nieubrane – kto też je tam ogląda w tym necie? Hmm. Tak samo je ludzie oglądają na placu zabaw, na koncercie czy na plaży. Takie same są słodkie i niewinne. A kto je ogląda w necie? Tak całkiem szczerze? Dopóki ten ktoś nie przyjedzie do Berlina i nie dotknie mojego dziecka – naprawdę wszystko mi jedno, co tam sobie i gdzie robi.

2. Kiedyś, ktoś będzie to mógł wykorzystać! Śmiać się! Internet nie zapomina! Hmm. Moja mama też pokazywała zdjęcia i filmy z mojego dzieciństwa (na których robię przecudne głupoty!) moim kolejnym chłopakom, czy nawet przypadkowym gościom. I wiecie co? Jakoś tam mnie wychowali rodzice, że ja wiem, że na tych zdjęciach to byłam dzieckiem, te sytuacje (albo ubrania jakie miałam na sobie!!) to były kiedyś i generalnie to naprawdę nie wstydzę się ani siebie w przeszłości, ani siebie teraz. Że co? Jakiś prymityw wyciągnie zdjęcie Mili z małą Isabel i powie, że hłehłehłe, zobaczcie jaka lesba? No hello. Jakoś mi się nie wydaje, żeby moje dzieci mogły brać do siebie takie głupoty.

3. Pisać o dzieciach to jedno, pokazywać ich twarze to co innego! Hmm. Idąc logiką poprzedniego podpunktu – że internet nie zapomina i chwile z dzieciństwa i tak zostaną przez brutalnych rówieśników wyciągnięte i obśmiane – to wrzucać anegdotek pisemnych też się nie powinno! Małych dialogów dzieci-rodzice, historii o tym jak mała Zosia zniosła podróż samolotem, jak się kłóci z siostrzyczką, jak rezolutnie, albo głupio odpowiada. Czyli może wszystkie blogi parentingowe, albo takie, na których pojawia się temat dzieci – to zło?

4. Wciąż ten internet… Hmm. Studiowałam wyszukiwanie informacji na Uniwersytecie Warszawskim. Podajcie mi jakąkolwiek osobę poniżej 35 roku życia, a ja i tak znajdę wam o niej to i tamto. Nie musi to być mały bohater bloga, ani młody aktor. W dzisiejszym świecie tak strasznie łatwo jest zdobyć adres, numer telefonu, informacje o szkole i przedszkolu, że takie zapieranie się nogami we framudze czasem mnie trochę śmieszy.

5. Jedyna rzecz, na jaką wiem, że musimy zwrócić uwagę (i zwracamy) to podejście samych dziewczyn do bloga jako takiego. Na razie idzie to dość równolegle: nasze życie i podróże sobie jest – i część z tego opowiadam Wam, drodzy czytelnicy. Bardzo boję się takiego momentu, że Hania czy Mila staną mi przed nosem, zrobią głupią minę i powiedzą: rób, mama, zdjęcie i wrzuć na bloga. Że staną się przez to jakieś rozpuszczone, czy będą się głupio czuć wyjątkowo. Że pójdą do szkoły i nie tyle, że będą opowiadać, że były na Pacyfiku, ale że firma taka i taka przysyła im kurtki, a taka i taka – książki. No ale to już nasza działka, żeby wychowawczo-rodzicielsko do tego nie dopuścić :)

 

PS. No, ale faktem jest, że zdjęcia dzieci (a może ładne zdjęcia ładnych dzieci?:)) cieszą się największą popularnością. Ale skoro na 170 ostatnio opublikowanych zdjęć – tylko 27 jest z dziewczynami, to może znaczy, że lubicie nas nie tylko za te zdjęcia, co? :)


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

19 Comments

  • Nina
    Posted September 30, 2014 at 11:15 | Permalink

    Kochamy Was za to jakimi jesteście! Po prostu :)

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 11:29 | Permalink

    My też jakoś problemu z tym nie mamy (nie mamy też tyle odbiorców co Wy i zacytowani;)) i podpisuję się pod wszystkimi Waszymi przemyśleniami na ten temat. Fakt, nie opublikowałam niektórych zdjęć np. Kajtka robiącego przy okazji zabawy kakę do rzeki, choć jest śmieszne, ale pewnie bardziej dla nas i w pewnym kontekście sytuacji (niektórzy pamiętają;))

    Jedyny problem mamy ze zdjęciami z kuzynką Kajtka. Jej rodzice wyraźnie mi zaznaczyli, że nie życzą sobie, żebym wrzucała zdjęcia H. na bloga i tego nie robię. Choć szkoda ogromna, bo są cudownym kuzynowstwem pałającym do siebie nieograniczoną miłością i całe szczęście spędzają ze sobą całkiem sporo czasu.
    Ale rozumiem i respektuję poglądy innych i jest dobrze!

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 12:07 | Permalink

    Fajnie napisał Damian, że sporo zależy od kontekstu i tematyki bloga – nie wyobrażam sobie wiarygodnego(!) bloga o podróżach z dziećmi bez zdjęć tychże dzieci czy mini-anegdotek obrazujących jak dorastają. Szkoda tylko, że reszta blogerów nie ma ochoty na większą rozmowę na ten temat.

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 12:24 | Permalink

    dzieki za ten post. tez pisze bloga (choc raczej glownie dla znajomych, zeby wiedzieli co u mnie) i moja corka jest jego nieodlaczna czescia. co jakis czas dochodza do mnie uwagi o nieumieszczaniu zdjec dzieci bo… no wlasnie, nie do konca wiem co ‘bo’. czy dzis da sie nie istniec w sieci? czy ktos nas ‘namierzy’? ale i tak zawsze pytam innych rodzicow, jesli chce umiescic zdjecia ich dzieci. dobrze ze piszesz, ze mozna to robic swiadomie i bez wyrzutow sumienia.

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 15:12 | Permalink

    O,ale trafiliście z tematem w moje myśli, bo własnie niedawno w niedługim czasie spotkałam się z kilkoma takimi “pouczającymi uwagami”. Podążając za nimi musiałabym się schować w domu, by uniknąć potencjalnie niebezpiecznych kontaktów. Wszędzie, w realu czy w sieci spotkania z ludźmi generują ryzyko spotkania kretyna….i nie ma na to rady! A jeśli chodzi o stosunek Hani do pokazywania skrawka jej życia, to wydaje mi się, ze przejmie nasz tok myślenia w tym temacie = dzielenie się radością i doświadczeniem :) :)

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 16:08 | Permalink

    Prowadzę bloga, piszę o dzieciach, nie zamieszczam ich imion, a zdjęcia dzieci są, ale takie by trudno je było rozpoznać. Po prostu.. ich prywatność, ich bezpieczeństwo. Ale kazdy ma prawo do własnego zdania…

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 17:46 | Permalink

    Dziękuję za ten Wasz głos rozsądku!

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 18:04 | Permalink

    Temat dzieci w sieci wraca do mnie co jakiś czas. Jednym razem nie czuję się winna, innym mam wątpliwości. Nie umiem powiedzieć, których chwil jest więcej. Wiem jedno nie wyobrażam sobie mojego bloga bez zdjęć dzieci (myślę, że nadają mu one wiarygodności) i nie wyobrażam sobie siebie nieblogującej. Chcąc to pogodzić, przed opublikowaniem któregokolwiek zdjęcia zadaję sobie po prostu pytanie: – Jak ja będąc dorosłą zareagowałabym na takie zdjęcie, gdyby przedstawiało mnie z okresu dziecięcego?

    Reply
  • Posted September 30, 2014 at 18:59 | Permalink

    Jestem tego samego zdania. Dokładnie. I nie rozumiem histerii związanej z niepokazywanie zdjęć dzieci w necie.

    Reply
  • Bogna
    Posted October 1, 2014 at 09:38 | Permalink

    Nie widzę powodu do jakiś większy analiz i zmian.
    Wy przedstawiacie Wasze dziewczynki w taki radosny, czysty sposób,a nie będąc jeszcze matką cieszę się za każdym razem, że nie są to dzieci jak te do mam okazję poznać – zniszczone przez rodziców czy tez zafascynowane grami komputerowymi.
    Czytając Was, za każdym razem wraca wiara w to, że moje macierzyństwo nie będzie osamotnione, ze jest więcej takich rodzin, które cieszą się i celebrują tak ważne chwila tak młodych ludzi i to w taki sposób.
    Internet i prywata – ciężko przed tym uciec, nawet nie posiadając konta na portalu społecznościowym.

    Piszcie i dzielcie się. Żyjemy tym co opowiadacie ale też uczycie nas, jak można przeżyć daną drogę.
    Życzę Wam samych dobrych chwil i dobrych ludzi na Waszej wspólnej drodze.

    Reply
  • Małgosia
    Posted October 1, 2014 at 17:50 | Permalink

    Ja Was lubię za wiele rzeczy :), a zdjęcia nie są najważniejszą z nich (choć są niesamowite, żeby nie było niejasności :)). Co do pisania i pokazywania – generalnie rozumiem argumenty, podoba mi się, że takowe zawsze podajesz, jak z kimś/czymś polemizujesz i że zwykle masz ich całkiem sporo. Zastanawiam się tylko nad kwestią nagości, bo ja np. mam ogólnie tak, że nie bardzo chcę ją pokazywać, jeśli chodzi o nagość zupełną, niezależnie od tego, co ktoś myśli, patrząc na takie zdjęcia czy film. Ale to kwestia indywidualna, a pamiętam, że pisałaś kiedyś, że życie w Niemczech trochę zmieniło Twoje podejście w tej sprawie.

    Reply
  • Doma
    Posted October 2, 2014 at 05:03 | Permalink

    Co mi przyszło na myśl – że kiedyś owe dziecko może zarzucić, iż jego zdjęcia były publikowane bez jego świadomości. Bo w szkole ktoś znajdzie i obróci przeciwko niemu z zawiści itp. Albo stanie się sławne bez jego woli. Eh, trudny to temat i rozumiem obie strony :)

    Reply
  • Posted October 6, 2014 at 21:25 | Permalink

    Hej,
    gdy pojawiła się na świecie nasza Nadia nie czuliśmy potrzeby chwalenia się tym wydarzeniem, na stronie, fb czy innych socialach. Po prostu to było nasze prywatne wydarzenie i tyle. Jednak gdy Nadia zaczęła z nami podróżować to nie czuliśmy i nadal nie czujemy problemy z tym aby ilustrować nasze wpisy dotyczące “Nadia w podróży” jej zdjęciami, bo jak pisać o tym, że jednak można wyjechać do Azji z rocznym dzieckiem bez jej zdjęcia jak pałaszuje pad thai czy bawi się kokosem? Wpis w naszej opinii wiele by stracił.
    To chyba tyle z naszej strony.
    pozdrawiamy.

    Reply
  • Posted October 8, 2014 at 14:21 | Permalink

    Mój Boże co za czasy! Podobno z postępem idziemy, ale dokąd!? Degrengolada nas czeka i tyle. Zwykłe, sympatyczne zachowania, pokazywanie nas naszych bliskich w chwilach radosnych i wyjątkowych stało się, co często się okazuje, niebezpieczne. Jesteśmy jak w matni! Ciągle coś na nas czyha i z tej naszej radości mało zostaje. Ale pięknie żyjecie, więc zostawcie sobie więcej dla siebie. Pozdrawiam Michał

    Reply
  • Posted October 19, 2014 at 13:31 | Permalink

    Bardzo zdrowe podejście do tematu :-). A zdjęcia córki i jej nowej koleżanki sprawiają że topnieje mi serce :-)

    Reply
  • Monika
    Posted October 30, 2014 at 13:29 | Permalink

    Z dziećmi na blogach to jest tak, że nagle one z tych blogów znikają. Z jakiś powodów nie widzi się nastolatków na blogach swoich rodziców. Mam wrażenie, że osoby publiczne (blogerzy, wykonawcy, aktorzy) posiadający odchowane potomstwo, zaczynają ograniczać medialne wykorzystanie wizerunku swych pociech. W moim przekonaniu nie ma różnicy w pokazywaniu zdjęć (np. z wakacji) na których są małe dzieci bawiące się z rówieśnikami na plaży a pokazywaniu zdjęć nastolatków w tych samych sytuacjach. Jako nastolatka zdecydowanie bym się nie zgodziła na to by moi rodzice wrzucali moje zdjęcia do siebie na bloga. NIE MA TAKIEJ OPCJI. Pewnie jakby moje zdjęcia były publikowane od niemowlęctwa, to bym w pewnym momencie poprosiła o ich usunięcie. Nie wyobrażam sobie, że każdy sąsiad, dzieciak z gimnazjum do którego chodzę lub obcy nauczyciele mieli dostęp do zdjęć moich rodzinnych wakacji sprzed dekady. Trzeba mieć jakąś przestrzeń prywatną.

    Reply
  • Eire
    Posted December 8, 2014 at 22:09 | Permalink

    argument o tym, że mama autorki również pokazywała jej zdjęcia jest troszkę dziwny bo owszem może i pokazywała zdjęcia czy filmy ale przecież nie rozdawała ich kopii na prawo i lewo albo nie wieszała zdjęć córki na tablicy ogłoszeń, a fb właśnie jest taką tablicą.zabezpieczenia profilu na fb – hahahah – cały komentarz, wystarczy, że znajomy udostępni u siebie zdjęcie z naszej tablicy i już trafia na tablicę jego znajomych i dalej, Pani wisi to, co, kto robi patrząc na zdjęcia jej dzieci – totalna nieodpowiedzialność, z resztą spytajcie młodzieży w wieku 12-14 lat czy chcieliby aby ich zdjęcia jak słodko jedzą marchewkę pojawiały się w necie, spytajcie się siebie czy sami chcielibyście aby zdjęcia z Waszego dzieciństwa były w necie? rodzic nie jest właścicielem dziecka, nie ma prawa udostępniać wizerunku dziecka bez jego zgody, no wiem dzieci i ryby głosu nie mają prawda? Janusz Korczak powiedział: nie ma dzieci są ludzie. Widać od czasów, w których żył nadal są ludzie, którzy tego nie rozumieją.

    Reply
    • Pi
      Posted May 9, 2015 at 11:21 | Permalink

      Kurcze sporo racji. Nie wiemy czy dziecku to bedzie przeszkadzac. Niekoniecznie bedzie zadowolone, ze rodzic wrzucal foty jak je marchew lub jej upackane bo stwierdzil, ze jest rodzicem wiec moze… My dorosli pewnie tez nie chcemy pokazywac wszystkiego wiec czemu tak odzieramy malych ludzi z intymnosci i prywatnosci w sieci? Tego do konca zrozumiec nie moge…

      Reply
  • Krzysiek
    Posted December 30, 2014 at 11:45 | Permalink

    Mimo, ze nie mam własnej rodziny wciąż lubię podglądać Wasze przygody i podróże. Chciałbym się tutaj podzielić też informacją, że jedno z waszych zdjęć zainspirowało mnie do wzięcia udziału w konkursie Photo Grants Challenge, jeśli ktoś byłby zainteresowany to na strone można znaleźć info:) https://apps.facebook.com/photograntschallenge/ Pozdrawiam! I zachęcam do głosowanie na moje zdjęcie!:)

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *