Rodzina Bez Granic

 podróżującarodzina

Fidżi

Likes

Fidżi: pierwsze spostrzeżenia!

Fiji: Kids sleeping in the bus (Vanua Levu, Savusavu)

Fidżi to 50-ty kraj, jaki odwiedziłam. I już to wiem: to mój nowy ulubiony kraj.

Do północnej wyspy Vanua Levu (Fidżi to dwie główne wyspu i ponad 300 mniejszych) dotarliśmy łodzią z Tonga. Pierwszy raz w życiu – pokazywałam paszport, siedząc na pięknym katamaranie. Już nawet pan kontroler paszportowy był przemiły: – Bula!!! – czyli „czeeeeeść”, połączone z najszerszym uśmiechem na świecie. Kiedy drugi, a potem trzeci napotkany facet, przywitali się w ten sam sposób – pomyślałam sobie: hmmm, dziwne. Teraz już wiem. Tacy są tu ludzie po prostu. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale tak jest i już.

Po długich tygodniach w Tonga – Fidżi przywitało nas kilkoma wielkimi (i fajnymi!) niespodziankami. Tonga było pierwszym krajem na Pacyfiku, jaki odwiedziliśmy, więc patrzyliśmy na wszystko: ot tak, tak jest, tak powinno być, wszystko oks. Bez oczekiwań i zawodów. Ale różnice są ogromne! Tak na szybko i płytko:

1. Ludzie: w Tonga zaprzyjaźniliśmy się bardzo z kilkoma rodzinami, ale tu się odbywa jakieś szaleństwo: od najbiedniejszej babeczki na bazarku, po szefa hotelu – wszyscy są szczerze przemili i bezproblemowi. Szczęśliwi w swoim życiu, zadowoleni z życia w Fidżi.

2. Ulice: nawet te najmniejsze, nawet te gdzieś w buszu – są… czyste. Nie ma świń na każdym zakręcie, nie walają się śmieci. A-ha, czyli może tak tu być? :)

3. Drzewa: pełniutkie jedzenia! Rozglądasz się – a tu tony owoców i warzyw. Ludzie w Fidżi nie mogą być głodni.

4. Domy: na ścianach zdjęcia i obrazki. Po długim czasie – w tongijskich domkach z pustymi ścianami – te tu wydają się takie przytulne i przypominają dom.

5. Domy raz jeszcze: nie tylko przytulne, ale i czyste!

6. Ludzie…czytają! Na promach – gazety, na bazarkach – książki, nawet kelnerka w barze w wolnej chwili sobie czyta! Ufff, jaka zmiana!

7. Czas: rzeczy dzieją się o czasie! Autobus czy łódź – pojawiają się o takiej porze, o jakiej miały się pojawić. Albo człowiek, z którym się umawiamy. Wow!

8. Jedzenie: jedzenie jest w sklepach! Kiedy po przybiciu do brzegu Fidżi, poszliśmy do sklepu, wszyscy zwariowaliśmy: – Mummy, myślisz, że możemy kupić… jogurt? – zapytała Mila. – Szyyyyyyynka!! – Hania nie mogła się nacieszyć. I zimne piwo! I czekoladaaaaa!

9. Epidemie: chikungunyi to nie ma! (ok ok, jest dengue)

10. Praca: ludzie wygladają na bardziej zapracowanych niż w Tonga, potrafią wstać rano, prowadzą jakieś firmy, robią jakieś biznesy…

To tylko pierwszych parę spraw, które rzuciło nam się w oczy podczas pierwszych dni. Kiedy włóczymy się ulicami, jeździmy otwartymi autobusami czy rozmawiamy z ludźmi. – No to dokąd chcecie dojechać? – pyta nas kierowca autobusu, do którego wsiadamy. – Hmmm, no w sumie nie ważne dokąd. Powiemy, jak będziemy chcieli wysiąść. – Raczej takie nasze podejście tutaj zaskakuje, ale po godzinie jazdy, autobus staje, a kierowca mówi do nas tak: – To dobre miejsce dla was. – A razem z nami wysiada jakaś miła babka. – Bula!!! – znów ten uśmiech. – Jestem Mary i strasznie będę szczęśliwa, żeby wam coś pokazać. Chodźmy tędy, przez busz, ja znam drogę. – No i poszła Mary z nami, do najbliższej wioski, znalazła chatę szefa i kogoś z jego rodziny (takie jest zadanie rodziny szefa: jeśli ktokolwiek z innej wioski się pojawia – to oni są odpowiedzialni za gościnne przyjęcie).

Gabriel i Larry spędzili z nami cały dzień: dali nam jeść, pokazali zakamarki wioski i sprzedali dobre lokalne rady (np. której rośliny używać, jak się człowiek skaleczy – obaj bawili się trochę za dużo nożem Toma). Zapoznali z dziesiątką innych ludzi, zaprowadzili do Polaka mieszkającego gdzieś w okolicy, naotwierali kokosów, pouczyli języka, nabawili się z dziewczynkami. No i to taki przeciętny dzień nasz tutaj, głowa pęka! (z radochy!)


Nasza książka już do kupienia!

Stało się! Wydaliśmy książkę: "Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej".
Zobacz, poczytaj, może zamów tutaj »

7 Comments

  • Ula
    Posted September 18, 2014 at 19:25 | Permalink

    Cudowne,inspirujące podróże.Piękne zdjęcia i genialny pomysł na życie!!!My też mamy dwójkę dzieci w podobnym wieku i też sporo z nimi podróżujemy.Ale do Was nam jeszcze dużo brakuje.Mieszkamy w Calgary,także jak będziecie kiedyś zwiedzać Góry Skaliste w Kanadzie to zapraszamy do nas….

    Reply
    • Anna Alboth
      Posted September 19, 2014 at 07:40 | Permalink

      Zapisuję na mapie! My takie zaproszenia bierzemy na serio :))

      Reply
      • Ula
        Posted September 21, 2014 at 03:27 | Permalink

        Super! My jak najbardziej zapraszamy tez na serio i mamy nadzieję,że na “braniu na serio” się tylko nie skończy :) Pozdrawiamy.

        Reply
    • Posted January 11, 2015 at 05:29 | Permalink

      Hej, wlasnie pierwszy raz trafilam na Wasz blog. Wyglada super. W tym samym okresie bylismy na Fiji i caly czas jestem zaskoczona jak idealne wakacje to byly. W tej chwili mieszkamy w Australii, wiec rzut beretem z Fiji – zapraszamy jesli bedzie niedaleko!

      Reply
  • Posted September 21, 2014 at 20:47 | Permalink

    Wow, wow, wow, nie mogę się nadziwić! :) Podziwiam i śledzę Was!

    Reply
  • Posted September 23, 2014 at 14:00 | Permalink

    Świetne! Aż zazdroszczę takich przeżyć :)

    Reply
  • Posted February 5, 2015 at 18:01 | Permalink

    Pięćdziesiąty kraj ??? :)
    O rety, jestem pod wrażeniem! Ja na mojej liście mam dopiero cztery kraje. Patrząc na Wasze zdjęcia i spostrzeżenia na temat pobytu na Fidżi – najchętniej bym spakował walizki i się tam wybrał. Ale gdyby yo było takie łatwe :) Tym bardziej Wam zazdroszczę podróży. Co macie teraz w planach :)?

    Reply

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *